.

.

piątek, 11 marca 2016

Sól i jej różne (smakowite) oblicza

Sól soli nie równa.
I wcale nie o zdrowotności będę pisać, a jedynie o smaku.
Sole same w sobie różnią się poziomem słoności, smakiem, zapachem, wyglądem, a do tego możemy wzbogacać je dowolnymi dodatkami... to cały ocean możliwości.
Sól wędzona, kala namak, himalajska, kwiat soli morskiej, sole aromatyzowane...
Próbujcie, eksperymentujcie, naprawdę warto.
Zapraszam na subiektywny przewodnik po moich ulubionych solach.


W kolejności:
1. Słoik z czerwoną nakrętką, to najzwyklejsza, najtańsza drobna sól.
2. Czarnego koloru ostatki w solniczce w czerwone kropki, to sól wędzona dymem jabłkowym. Uwielbiam ją, intensywnie pachnie ogniskiem. Idealna do wszelkich form ziemniaków (puree, pieczonych, gotowanych, ciekawie podbije smak frytek), do jajek, ciekawie i smacznie zmieni smak tradycyjnej sałatki jarzynowej, do zapiekanek (szczególnie dla wegeludków, którzy tęsknią za zapachem i smakiem wędzonki), do wege wersji zup kojarzonych z posmakiem wędzonki (kapuśniaków, grochówek) i do prawie każdej zupy krem, do pieczonych mięs, a nawet najzwyklejszą kanapkę z żółtym serem i pomidorem podniesie na wyższy poziom smaku.
3. Gruboziarnista sól w młynku, tu akurat himalajska (podobają mi się bardzo z wyglądu te różowe kryształki), ale chodzi ogólnie o dobrej jakości sól, może też być jakaś lepsza morska lub swojska kłodawska. Dobrej jakości sól różni się smakiem od takiej najtańszej, najzwyklejszej, jest w smaku taka bardziej mineralna, kamienna, żelazista i jednocześnie mniej słona. Gruboziarnista sól po zmieleniu na świeżo wygląda i smakuje lepiej niż taka zwykła na kanapkach, w sałatce solonej tuż przed podaniem, na pieczonych domowo słonych wypiekach, do posypania świeżo usmażonej wątróbki czy wołowego steku, etc. Oczywiście nie ma żadnego sensu sypać jej do zup, gulaszy, itp.
4. Bezkształtna torebka z niebieskim klipsem, to sławny kwiat soli morskiej. Cóż mogę o nim rzec? Jest to sól o niepowtarzalnym, świetnym kształcie, ale ... smakuje tak samo jak sól z punktu 3. Poza niezbyt jadalną (ze względu na wielkość kryształów) dekoracją talerza nie ma dla mnie żadnego sensownego zastosowania (bo żeby użyć jej jako przyprawy i tak trzeba ją rozdrobnić) . Ładna ciekawostka, której więcej nie kupię.
5. Gruboziarnista cytrynowa sól ziołowa, czyli sól zapakowana do młynka wraz ze skórką cytryny oraz tymiankiem lub rozmarynem (albo mieszanką obu tych ziół), można tez dodać suszony czosnek w płatkach. Sól idealna do kanapek, sałatek, posypania smażonej lub pieczonej ryby, do owoców morza, świeżo usmażonej wołowiny lub polędwiczki wieprzowej, etc. Skórkę z cytryny kroimy w paseczki, mieszamy z gruboziarnistą solą i ulubionymi suszonymi ziołami, wysypujemy cienką warstwą na wyłożony papierowym ręcznikiem talerzyk i zostawiamy na dobę lub dwie do podeschnięcia skórki. Wsypujemy do młynka i cieszymy się smakiem. Może być też wersja: sól, skórka z cytryny i suszony koperek albo różne cytrusy, sól i pieprz, itp.
6. W tym drewnianym młynku, młynku starszym od mojej skromnej osoby jest czarny pieprz w ziarenkach. Bo pieprz uznaję tylko świeżo mielony :)
7. Mała solniczka, to ta sama najzwyklejsza sól, co w dużym słoiku.
8. Gruboziarnista sól z pieprzem na kanapki, do sałatek, do posypania jajka, pomidora, ogórka, do wszystkiego. Wystarczy wsypać do młynka pół na pół sól i kolorowy pieprz (czarny, biały, zielony, czerwony).
9. Kala namak, czarna sól (która po zmieleniu wcale nie jest czarna, a różowa).  Nie ma jej na zdjęciu, bo mi się dopiero co skończyła, a domawiać będę jak trochę przetrzebią mi się  przyprawy. To jest dopiero niesamowity wynalazek i ciekawostka nad ciekawostkami ta kala namak. Sól, która pachnie jak jajko na twardo. Idealna do tradycyjnej sałatki jarzynowej, do żurku, do wege pasztetów, do ruskich pierogów i wszelkich past kanapkowych (szczególnie wegańskich, ale i takich twarogowych), świetna do wszelkich śniadaniowych kanapek (np. mój i połówka hit: kanapka z żółtym serem i plastrem kalarepki posypana kala namak i smakująca jakby było w niej też jajko na twardo). Absolutnie niezbędny składnik każdego wegańskiego majonezu! Ale i mięsożercom polecam spróbować.
10. Sól kamienna niejodowana, do przetworów. Też nie ma jej na zdjęciu, bo mieszka w szufladzie. Potrzebna do przetworów i marynat, które przeznaczamy do dłuższego, kilkumiesięcznego  przechowywania oraz do kiszonek, które chcemy przechowywać dłużej niż tydzień czy dwa. Kiszonki, które chcemy zjeść dopiero po dłuższym czasie czy warzywa w marynacie potraktowane jodowaną solą mają tendencję do nieprzyjemnego w konsystencji papkowacenia.

Jeszcze nie próbowałam, ale wraz z kala namak i solą wędzoną zamówię perską sól niebieską, ciekawa jestem jak smakuje.

Eksperymentujcie z solą, naprawdę warto. Takie eksperymenty mogą wyraźnie urozmaicić smak Waszych sałatek i kanapek.

środa, 2 marca 2016

Wege sos pieczeniowy, genialny produkt wielofunkcyjny

Pyszny, aromatyczny i pełen umami sos.
A czemu genialny produkt wielofunkcyjny?
A bo:
-można polać nim kluski śląskie i zjeść jako smaczny, sycący i tani obiad wraz z sałatką lub surówką
-doda smaku plastrowi wege pasztetu czy to podanemu na zimno na kanapce czy na ciepło na obiad
-zdecydowanie uatrakcyjni też plaster pieczonego schabu czy kawał pieczonego indyka
-w wersji bardziej zagęszczonej świetnie sprawdzi się zamiast kostki bulionowej do podprawienia gęstych zup (jak zupy krem czy grochówka), różnej maści gulaszy lub sosu do spaghetti, itp.
-może wystąpić jako smaczna alternatywa majonezu do jajek na twardo lub wędlin
-po prostu wyjadany z miseczki za pomocą kawałka porwanej w kawałki bagietki jest smakowitą przekąską lub kolacją
- jest prosty do zrobienia.

Potrzeba:
* 2-3 liście laurowe, płaska łyżeczka ziaren pieprzu, 2-4 ziarna ziela angielskiego, goździk, płaska łyżeczka suszonego rozmarynu lub gałązka świeżego, płaska łyżeczka suszonego tymianku lub kilka gałązek świeżego, opcjonalnie (warto) łyżka ziaren kozieradki
*2 duże cebule
*duża marchew
*duża pietruszka
*dwie laski selera naciowego
*4 ząbki czosnku
*nieczubata łyżka brązowego cukru
*3 łyżki koncentratu pomidorowego
*2 łyżki sosu sojowego
*2 szklanki (250 ml) wytrawnego czerwonego wina i jedna szklanka wody
*oliwa do smażenia (oliwa z wytłoków, absolutnie nie extra virgin)
*ewentualnie sól

Warzywa kroimy w nieduże kawałki (kostki, plasterki, jak Wam wygodnie, nie muszą być równe). Na dużej patelni rozgrzewamy oliwę (kilka łyżek, tak żeby przykryła dno patelni równą warstwą), na rozgrzany tłuszcz wrzucamy cebulę i przyprawy (z pierwszej gwiazdki składników), podsmażamy, aż cebula się delikatnie przyrumieni.
Dorzucamy resztę warzyw i podsmażamy na większym ogniu, z rzadka mieszając, aż się zrumienią, a miejscami nawet zbrązowieją (ok. 20 minut). W porządnym przysmażeniu warzyw tkwi cały smak sosu.
Po tym czasie dodajemy koncentrat, cukier i sos sojowy, chwilę (2-3 minutki) przesmażamy na dużym ogniu cały czas mieszając, po czym wlewamy wino i wodę.
Gotujemy na niedużym ogniu 40-60 minut,  co najmniej 1/3 płynu powinna odparować.
Całość przecedzamy dokładnie odciskając warzywa z wywaru lub przecieramy przez sitko dużą łyżką czy drewnianą pałką.
Po odciśnięciu otrzymamy sos rzadszy, gładki i lśniący, idealny do klusek śląskich lub indyka. Po przetarciu przez sitko dostaniemy sos gęstszy, o brzydszej, nie tak gładkiej konsystencji, ale za to pełniejszy w smaku, idealny zamiast kostki rosołowej.
Wybieracie co Wam bardziej pasuje.
Przecedzony sos dosalamy do smaku i krótko zagotowujemy.
Polewamy sosem cokolwiek, co tylko zechcemy.
Na zdjęciu jest ta brzydsza, przecierana opcja z soczewicowym wege pasztetem. Smakuje naprawdę przednio.


Pomysł zaczerpnęłam z jednego z moich ukochanych blogów, czyli z Jadłonomii (oryginał przepisu: klik) i lekko przekształciłam pod swój gust, m.in. dodając czerwone wino.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Omułki duszone w białym winie


Mule najbardziej lubię w wersji całkowicie klasycznej, szybkiej i prostej do wykonania.
Duszone w białym winie.
Grzechoczące skorupki ze smakowitym wnętrzem podane w głębokim talerzu z pieczywem do maczania w sosie; może to być bagietka, ciabatta lub (możecie się zdziwić, ale naprawdę dobrze to się komponuje) żytni chleb na zakwasie.
Pyszności.
Zawsze kiedy Biedronka lub Lidl w ramach tematycznych tygodni rzucają klientom na przynętę świeże mule łykam ten haczyk i pędzę do jednego lub drugiego dyskontu. Póki nie wygram w totka kilo muli po 12 zł to coś czym nie pogardzę.


Potrzeba (na 2 osoby):
-1kg świeżych muli
-duża cebula pokrojona w cienkie półplasterki, 3-6 ząbków czosnku pokrojonych w cienkie plasterki, ostra papryczka pokrojona w cienkie plasterki lub chilli w płatkach, pomidor pokrojony w niedużą kostkę, grubo posiekany pęczek natki pietruszki, pasek (5-8cm) skórki z cytryny lub limonki
-pół butelki białego, wytrawnego wina
-ok. 50g masła i 3 łyżki oliwy do smażenia
-sól, pieprz, troszkę suszonego lub gałązka świeżego tymianku
-opcjonalnie: nieduża marchewka pokrojona w cienkie plasterki, kawałek (ok. 1/4) słodkiej papryki w ulubionym kolorze pokrojony w niedużą kostkę, ok. 3 cm kawałek świeżego imbiru drobno posiekany


Mule dokładnie myjemy.
Na dużej patelni rozgrzewamy oliwę, dodajemy masło, jak się roztopi wrzucamy cebulę, czosnek, marchewkę, imbir i paprykę. Podsmażamy. Jak cebula się zeszkli wlewamy wino, dodajemy pomidora, tymianek, większość natki, ostrą papryczkę (do smaku), pasek cytrusowej skórki, sól i pieprz.
Jak całość zawrze wsypujemy mule, mieszamy dokładnie, przykrywamy i dusimy na średnim ogniu ok. 5 minut. Zdejmujemy pokrywkę, mieszamy (uwielbiam ten dźwięk grzechoczących przy mieszaniu skorupek), lekko zwiększamy ogień i gotujemy jeszcze 5 minut bez pokrywki, żeby sos trochę odparował.
Na głębokie talerze nakładamy chochelką mule razem z winnym wywarem, posypujemy z wierzchu odłożoną natką i zajadamy. Sosik wybieramy mocząc w nim pieczywo lub nabieramy używając muszli jak łyżeczki i chłepczemy ze smakiem. Całość popijamy drugą połową butelki tego wina, które wlaliśmy do muli.
A potem mrucząc z zadowolenia leżymy na kanapie lub w fotelu i oglądamy dobry film sącząc drugą butelkę białego wina ;)

...

Uwagi techniczne:
-podczas mycia muli: te z małży, które były uchylone i przy myciu skorupek się nie zamknęły mogą być martwe, trzeba nimi postukać o blat czy zlew. Jeśli nadal się nie zamkną można pokłapać kilka razy skorupką jak paszczą. Jeśli po tych zabiegach małż nie zamknie choć na chwilę muszli, to znaczy, że jest nieżywy i go wyrzucamy;
-wszystkie mule, które po ugotowaniu pozostały zamknięte zamiast wyraźnie się rozchylić wyrzucamy, bo to znaczy, że były martwe i mogły zdążyć się popsuć;
-jeśli chodzi o składniki opcjonalne, to  papryka i marchewka nie wpływają zbytnio na smak potrawy, za to ładnie wyglądają i podwyższają atrakcyjność dania; imbir nie jest klasycznym dodatkiem, ale jak dla mnie bardzo pasuje i ożywia smak, jeśli go nie lubicie, to pomińcie;
-od biedy można też użyć mrożonych omułków bez skorupek, ale muszle mają swój własny aromat i takie danie też będzie smaczne, ale mniej, poza tym mrożone małże mają tendencję do rozpadania się w trakcie gotowania;
-na pierwszy rzut oka wydaje się, że mamy na talerzu same skorupki i niewiele jedzenia, ale to tylko złudzenie, talerz wypełniony muszelkami to wcale nie jest jeno mała przekąska, małże (podobnie jak krewetki) są o wiele bardziej sycące niż na to wyglądają.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Cytrusowy zapach do zmywarki

Dziś nie przepis, a kuchenna sztuczka dla posiadaczy zmywarek (jakże ja kocham ten wynalazek ;)
Mojej zdarza się czasem niezbyt ładnie pachnieć z wnętrza, a fakt, że przy małym dzieciu muszą ją trzymać praktycznie cały czas zamkniętą na zapach nie pomaga. Kupnych zapachów odświeżających nie znoszę.
Co to za przyjemność ze smakowania napitku czy potrawy jeśli wszystko co podam w świeżo umytym kubku czy na talerzu pachnie sztuczną cytryną jak jakiś proszek do prania?
Rozwiązanie w tym wypadku jest bardzo proste.
Skórki z cytrusów.
I już.

Po prostu przed włączeniem zmywania wystarczy włożyć do środka koszyczka na sztućce kawałki* skórki odkrojonej wraz z albedo (to ta biała warstwa pod skórką) z cytryny, grejpfruta, pomarańczy czy limonki (co akurat mamy i co lubimy, można zrobić mix). Jeśli użyjemy skórki z pomarańczy czy cytryny możemy wbić w nią jeden czy dwa goździki.
Po otwarciu zmywarki powita nas delikatny zapach cytrusów, świeżo pachnie sama zmywarka, ale naczynia zapachu nie przejmują.
Olejki eteryczne zawarte w cytrusowych skórkach mają dodatkowo działanie lekko odkażające.
Osobiście najbardziej lubię zapach grejpfrutowy, ale najczęściej mam pod ręką skórkę z cytryny, bo ta gości u mnie w kuchni stale, a reszta tylko czasem.
Skórki z mandarynki się raczej nie nadają, one akurat nie pachną najlepiej po upraniu w zmywarce.

*Im więcej skórek tym mocniejszy zapach, ale nie ma potrzeby zapychać połowy koszyczka na sztućce. Zwykle wkładam 2-4 paski skórki o grubości jaka się zetnie nożykiem do owoców (1,5 cm) i długości tyle co obwód owocu (10-15 cm).

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Kalafior w kukurydzianej panierce a'la pałki z kurczaka

Na zdjęciu moim beznadziejnym aparatem nie prezentuje się zbyt okazale, ale w rzeczywistości wygląda świetnie i równie dobrze smakuje.
Aromatyczna, chrupka panierka w dużej mierze tłumi zapach kalafiora, więc takie kalafiorowe pałki to propozycja nie tylko dla fanów tego warzywa, Ci którzy za nim przepadają mniej też mogą wypróbować.
2-letni dzieć, czyli bardzo surowy krytyk kulinarny, był zachwycony.
Taki kalafior jest bardzo sycący, u mnie był pysznym obiadem podany po prostu z czosnkowym twarożkiem (np. takim). Dobrze sprawdzi się też jako ciepła kolacja. Mniejszą ilość różyczek można podać jako obiad w towarzystwie tłuczonych ziemniaków i sadzonego jajka lub lekkiej sałaty z winegretem.

Potrzeba:
-kalafior podzielony na różyczki
-jajko
-mąka z ciecierzycy lub kukurydziana, ewentualnie zwykła pszenna
-pół szklanki mleka, piwa lub wody
-czubata łyżeczka wędzonej słodkiej papryki i czubata łyżeczka słodkiej papryki (lub czubata łyżka samej słodkiej papryki jak nie macie wędzonej), spora szczypta ostrej papryki, łyżeczka curry, pieprz, sól
-płatki kukurydziane

Podzielony na różyczki kalafior gotujemy na parze po lekkim oprószeniu solą lub gotujemy w osolonej wodzie. Ważne żeby był jeszcze trochę twardawy, rozgotowany się nie nada.
Ugotowany odstawiamy do ostygnięcia.
Do dużego kubka lub niedużej miseczki wsypujemy przyprawy i wbijamy jajko, dokładnie roztrzepujemy widelcem, aż białko, żółtko i przyprawy dokładnie się połączą. Wlewamy mleko/piwo/wodę, mieszamy. Po łyżce, cały czas mieszając (żeby nie zrobiły się grudki), dodajemy mąkę, aż do uzyskania konsystencji ciasta naleśnikowego lub gęstej śmietany.
Płatki kukurydziane tłuczemy w moździerzu lub kruszymy w palcach albo za pomocą tłuczka do mięsa, niezbyt drobno. Potrzebna nam będzie spora miska pokruszonych płatków.
Kawałki kalafiora zanurzamy w cieście (nadmiar strzepujemy z powrotem do kubka), po czym dokładnie obtaczamy w pokruszonych płatkach.
Kawałki kalafiora smażymy w głębokim tłuszczu, aż panierka się zrobi się złocista.
Usmażone kawałki układamy na chwilkę na papierowym ręczniku, żeby odsączyć nadmiar tłuszczu.
Pożeramy póki gorące i chrupiące.
Bardzo mniam.

Inspiracją był przepis zamieszczony przez jedną z mam na facebookowej grupie ''BLW przepisy'', grupie z przepisami dla dorosłych i maluchów.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rolada obiadowa, czyli smaczny obiad z resztek

Z poprzedniego obiadu została Wam resztka pieczonego mięsa czy gulaszu, pieczonych lub gotowanych warzyw, ziemniaków?
W tani i prosty sposób można tę resztkę zamienić w smaczny (i jeśli naostrzycie nóż przed krojeniem, to i efektowny) obiad na dzień następny. Potrzebne nam będą tylko płat gotowego, niemrożonego ciasta francuskiego, piekarnik i jakaś surówka.
Na fotkach jest akurat gulasz z dynią. To jedyna wersja z kilku obiadowej rolady, którą mój marny aparat uchwycił w ostrości pozwalającej rozpoznać, że na zdjęciu jest jedzenie.

Do rolady gulaszowej resztki gulaszu odcedzamy na sitku (nadmiar wody z sosu rozmiękczy ciasto na mało smakowitą papkę) i wyjmujemy ewentualne ziela ang., pieprze, liście laurowe, itp. Rozwijamy płat ciasta, układamy równomiernie gulasz, zwijamy roladę.
Smarujemy wierzch ciasta mlekiem/śmietaną/roztopionym masłem/białkiem z jaja (żeby się ładnie zrumieniło), prószymy wierzch solą i pieczemy do zrumienienia ciasta w 180 stopniach (ok. 20-25).
Kroimy na grube plastry i zajadamy z surówką.
Na fotkach jest rolada upieczona w foremce, ale zdecydowanie smaczniej (więcej chrupiącego ciasta) i ładniej będzie jak zwiniecie zwykłą roladę i upieczecie bez foremki na posmarowanym olejem papierze do pieczenia.


Inne wersje nadzienia:
*pokrojone w małe kawałki mięso z pieczeni + drobno posiekana cebulka + kilka łyżek koncentratu pomidorowego do rozsmarowania na cieście przed ułożeniem cebulki i mięsa
*pieczone lub ugotowane na parze warzywa wymieszane z niedużą ilością sosu zrobionego ze śmietany, musztardy i ulubionych ziół
*ugotowane ziemniaki, pokrojone w niedużą kostkę + curry i świeżo mielony pieprz + zielony groszek z puszki + drobno posiekana cebulka

sobota, 28 listopada 2015

Czosnkowy twarożek do pyr z gzikiem

Od razu się przyznaję, że ten obiad to moja wariacja na temat pyr z gzikiem.
Naoglądałam się Okrasy, który akurat robił tradycyjną wersję i nabrałam ochoty na pieczone ziemniaki z czosnkowym serkiem.
Polecam Wam taki obiad bardzo.
I wcale nie musi to być danie na jakiś postny piątek.
To obiadek tak sycący, pachnący i pyszny, że można go zjeść także w środę czy sobotę.
I w dodatku jest to talerz bardzo ekonomiczny.
Cały sekret pysznego twarożku tkwi w dużej ilości czosnku przesmażonego na maśle.

Najbardziej pasują tu ziemniaki pieczone w żytniej mące, są najlepsze na świecie, pachnące ogniskiem (mimo że z piekarnika) z chrupką skórką i miękkim wnętrzem (receptura już była tu). Jeśli jednak nie macie piekarnika, to smacznie będzie też z ziemniakami z parowaru lub ugotowanymi w mundurkach.


Potrzeba (na 2 dorosłe osoby i dziecia):
-opakowanie naturalnego twarożku (ok. 150-200g)*
-4-5 ząbków czosnku
-kiszony ogórek (od biedy konserwowy)
-szczypior lub ćwiartka niedużej cebuli
-ewentualnie kawałek zielonej papryki
-sól i pieprz do smaku
-czubata łyżka masła
-i do tego ziemniaki (ile chcemy)

Do miski wrzucamy twarożek, drobno posiekane szczypior (lub cebulę), ogórka i ewentualną paprykę.
Na niedużej patelni roztapiamy masło i podsmażamy na nim czosnek przeciśnięty przez praskę (ewentualnie bardzo drobno posiekany). Czosnku nie rumienimy za bardzo, bo będzie gorzki, poza tym przypalone masło jest bardzo niezdrowe.
Czosnek wraz z masłem dodajemy do miski, mieszamy dokładnie, próbujemy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
I już.
Smakowity czosnkowy twarożek gotowy. Bardzo aromatyczny, ale nie ostry, łagodny w smaku dzięki podsmażeniu czosnku na maśle.

Podajemy z ziemniakami i liśćmi sałaty, które bardzo tu smakowicie pasują chrupane pomiędzy kęsami ziemniaków z serkiem. 

*na zdjęciu jest akurat całkiem gładki twarożek, ale może też być rozgnieciony widelcem serek wiejski, twaróg z kostki zagnieciony widelcem z łyżką śmietany lub kefiru, itp. w zależności od tego jaki serek lubicie i co akurat macie w lodówce

czwartek, 19 listopada 2015

Naleśniki z czekoladą i konfiturą z czarnego bzu


Nie umiem za dobrze i nie lubię tworzyć słodyczy i deserów. Nie jestem też ich zbyt zawziętym zjadaczem. Są jednak słodkie receptury-wyjątki, które uwielbiam i do których wracam...
Oto kompozycja idealna:
lekko słodkie ciasto wzbogacone skórką z cytryny, aromatyczna, gorzka czekolada i słodka konfitura bzowa, o charakterystycznym smaku idealnie komponującym się z czekoladą i przyjemnie chrupkich pesteczkach.

Jeśli nie zrobiliście sobie w tym roku czarnobzowej konfitury (a przecież przepis podawałam i radziłam żeby zrobić, klik), to pasować też będą powidła śliwkowe lub konfitura wiśniowa.

Potrzeba:
-ciasto naleśnikowe*
-brązowy cukier (lub miód)
-starta skórka z cytryny
-konfitura z czarnego bzu (ewentualnie wiśniowa lub powidła śliwkowe)
-grubo posiekana gorzka czekolada (ewentualnie mleczna jak nie lubicie gorzkiej)
*jeśli nie macie swojego ulubionego przepisu na ciasto naleśnikowe, to orientacyjne proporcje w moim są takie:
-1 jajko
-1 szklanka pełnotłustego mleka
-1,5-2 szklanek mąki (zwykłej pszennej lub pszennej z niedużą domieszką kukurydzianej)
-szczypta soli
-szklanka=250ml
-wszystko porządnie wymieszać trzepaczką


Do ciasta naleśnikowego (na ilość z jednego jajka) dodaję 2-3 łyżki brązowego cukru i łyżkę (ale nie bardzo czubatą) startej skórki z cytryny, mieszam.
Smażę naleśniki (lubię takie grubsze, ale smażycie oczywiście wedle własnego gustu).
Na gotowy naleśnik nałożyć konfiturę, posypać gorzką czekoladą, zwinąć i pożreć.
Jeśli mamy akurat ochotę na bardzo słodkie polewamy wierzch miodem lub syropem klonowym.

Niby proste, a jakież pyszne. Połączenie czarnego bzu, czekolady i delikatnego aromatu skórki cytrynowej jest genialne.

niedziela, 8 listopada 2015

Wyrazista sałatka z buraka

Nie jestem zagorzałym buraczanym fanem. Nie pieję z zachwytu nad barszczem z uszkami czy zasmażanymi tartymi buraczkami, gotowane z wody to już w ogóle w grę nie wchodzą.
Do tej pory jedyną szczerze lubianą przeze mnie formą buraka były buraki kiszone.
W tym roku okazało się, że lubię też buraki pieczone oraz taką właśnie sałatkę z buraków... gotowanych na parze.
Słodki burak zestawiony z wyrazistym, kwaskowym, czosnkowym sosem.
No i takiego buraka, to ja rozumiem.
Pycha.
Potrzeba:
-3 średnie buraki
-pół małej cebuli lub mała szalotka
-zimnotłoczony olej rzepakowy, olej rydzowy lub olej z orzechów włoskich (jaki macie i lubicie), ewentualnie oliwa (choć smak oliwy pasuje tu najmniej)
-1 lub 2 ząbki czosnku
-ocet jabłkowy
-sól, pieprz
-opcjonalnie drobno posiekana natka pietruszki lub świeży tymianek

Buraki kroimy w sporą kostkę (taką o boku 1cm) i gotujemy na parze (20-25min.). Jeśli nie macie parowaru oczywiście można ugotować buraki w wodzie (gotujemy w całości, kroimy jak przestygną). Polecam jednak gotowanie na parze, buraki będą smaczniejsze.
Drobno siekamy cebulę i wrzucamy do miski z burakami oraz opcjonalną zieleniną.
Do kubka wlewamy dwie łyżki octu i 3-4 łyżki oleju, dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, trochę solimy i porządnie pieprzymy świeżo mielonym pieprzem. Dokładnie mieszamy.
Sos wlewamy do buraków i mieszamy, aż dokładnie je pokryje.

Taka sałatka będzie pasować do tradycyjnego obiadu w postaci ziemniaków z mięsem, do obiadu jarskiego z ziemniakami z sadzonym jajkiem lub wege kotletem albo do gulaszu z kaszą.
Można buraki posypać posiekaną zielenią.
Tymianek lub pietruszka zmieniają charakter sałatki. Obie wersje, czysto buraczkowa i z zielonym, są różne, ale równie smacznie.

Sos powinien być mocny, wyrazisty, kwaśny i pieprzno-czosnkowy, żeby smakowicie złamać słodycz buraków. Ale jeśli nie lubicie jak jest zbyt kwaśno i czosnkowo za pierwszym razem dajcie na początek jedną łyżkę octu i jeden ząbek czosnku, wymieszajcie sos z burakami i spróbujcie sałatkę. Drugą łyżkę octu i drugi ząbek czosnku zawsze można wmieszać później, kiedy po spróbowaniu uznacie, że chcecie je dodać. Dodać octu zawsze można, ale "odkwaśnić" się już nie da.

niedziela, 18 października 2015

Gulasz z dzika z czerwonym winem i tymiankiem

Drugi przepis z dzikiem w roli głównej, danie niestety równie niefotogeniczne jak pierwsze (dzik z kurkami), ale smakujące przednio.
Aromatyczny, rozgrzewający gulasz w sam raz na jesienny czy zimowy obiad.
Do pożarcia z ziemniakami w kawałkach lub ziemniaczanym puree, pieczonymi ziemniakami, frytkami lub ze świeżym pieczywem (które można maczać w sosiku) oraz, np. z buraczkami, miksem sałat z vinegrtem lub surówką z selera, jabłek i orzechów, itp.

Potrzeba (2-3 porcje):
-400g mięsa z dzika, pokrojone w kawałki wielkości gulaszowej (tu gulaszowe z łopatki i karku)
-nieduża cebula
-3 ząbki czosku
-średnia marchewka i mała pietruszka
-ćwiartka małego selera
-5 cm kawałek pora (biała część)
-ćwiartka czerwonej papryki
-czubata łyżeczka tymianku, 3 ziarna jałowca, 3 ziarna ziela angielskiego, 4 goździki, liść laurowy, niepełna łyżeczka ziaren czarnego pieprzu
-łyżka startej skórki z cytryny
-kilka (4-5) suszonych, wędzonych śliwek (ewentualnie, od biedy zwykłe suszone śliwki)
-szklanka (250 ml) czerwonego, wytrawnego wina
-łyżka miodu i dwie łyżki octu jabłkowego
-dwie duże łyżki gęsiego smalcu (ewentualnie masła)


Czosnek, marchewkę, pietruszkę i por kroimy w cienkie plasterki, cebulę w półplasterki, seler i paprykę w drobną kostkę.
Ze śliwek wyjmujemy pestki. Wieczorem do garnka wkładamy wszystkie składniki poza miodem i tłuszczem. Dolewamy wody, tylko tyle, żeby mięso było przykryte, mieszamy i odstawiamy na noc.
Rano podpalamy gaz, dodajmy miód i tłuszcz, i gotujemy gulasz na średnim ogniu ok. 1 godz. od zagotowania, najpierw pod przykryciem. W połowie gotowania odkrywamy garnek i gotujemy dalej na mniejszym ogniu, bez przykrycia. Sosik powinien w tym czasie zredukować się mniej więcej o połowę. Pod koniec gotowania solimy do smaku.
Wyłączmy gaz i dajemy gulaszowi odpocząć kilka godzin do przegryzienia się smaków.
W porze obiadowej odgrzewamy i zajadamy.
Smakowite, kruche, aromatyczne mięsko i pyszny sos.


Jeśli sosu zostanie nam dużo, to następnego dnia polecam zrobić kluski śląskie i podać je na oddzielny obiad z sosem z dzika i sałatką. Też będzie z tego pyszny obiadek i do tego ekonomiczny.

Uwagi techniczne:
*przyprawy w ziarenkach i goździki dobrze jest umieścić w zaparzaczu do herbaty (wiecie, takim sitku z metalowej siatki) i gotować w gulaszu w takiej właśnie klatce. Wtedy łatwo je usunąć i przy jedzeniu nie trzeba uważać, żeby ich nie rozgryźć :)
*wędzone śliwki nadają całemu gulaszowi niecodzienny aromat. Jeśli, jak ja, nie mieszkacie w rejonie ich występowania, to można wędzone węgierki zamówić przez internet albo (ja tak robię) kupić w większej ilości przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy są dostępne w sklepach i na bazarkach w całej Polsce na wigilijne kompoty i pomrozić w porcjach po kilka sztuk.

Dzik został zakupiony w ramach biedronkowej akcji gotujemy jak u mamy, ale jak mieszkacie w Warszawie nie musicie pędzić do tego dyskontu. Dostawca dziczego gulaszu, to stacjonarny sklep Dziki trop, mieszczący się na ulicy Gagarina i otwarty od poniedziałku do soboty.