Dziwnie jest z pogodą w tym roku, raz 28 stopni i duszno straszliwie, a następnego dnia stopni 16, wieje i pada... No, ale to pewnie sami też zauważyliście. Mam nadzieję, że lato na wakacje wreszcie się ogarnie. A jeśli nie, to taki kompot to dobra rzecz i na upały (z lodówki) i na chłody (wtedy w temperaturze pokojowej albo nawet podgrzany troszkę).
Przygotowanie:
Owoce zalewamy zimną wodą i gotujemy pod przykryciem ok. 30-40 minut. Po wyłączeniu gazu próbujemy i dosładzamy do smaku (to zależy od słodkości owoców, ale zdarza się, że wcale nie potrzeba dodatkowego cukru). Owoce powinny stanowić 1/3-1/2 objętości garnka.
I już.
Zamiast składników garść inspiracji co można do kompotu włożyć:
*Nad składem owoców nie ma się co długo zastanawiać, wrzucamy co akurat
mamy. Jak zaczniemy robić kompoty, to szybko odkryjemy co i w jakich
proporcjach smakuje nam najbardziej. Bardzo lubię kombinację rabarbaru z
truskawkami i/lub jabłkami, albo rabarbaru z gruszką, pyszny jest z
samych śliwek, samych wiśni albo z wiśni i jabłek, może być z czerwonych
lub czarnych porzeczek samych lub w kombinacji z jabłkami lub gruszką,
sam jabłkowy też jest bardzo dobry (ale wtedy należy dać owoców więcej
niż 1/3). Jednym z najlepszych jest kompot z działkowych ciemnych
winogron, takich małych, kwaskowych i wspaniale aromatycznych. Zimą
można zrobić z jabłek i garści mrożonych truskawek czy wiśni, albo
jabłek i kilku suszonych śliwek.
*Razem z owocami możemy ugotować kilka goździków i kawałek kory cynamonu, będzie pasować do większości kompotów, np. z jabłek, ze śliwek, z jabłek i rabarbaru, z gruszek, z wiśni (ale do wiśni raczej same goździki bez cynamonu).
*Słodkość w kompocie odczuwa się troszkę inaczej w zależności od jego temperatury. Ciepły smakuje lepiej słodszy, ale ten sam kompot na zimno może być trochę za słodki. Taki co był smaczny na zimno może potrzebować ciut więcej słodyczy na ciepło.
*Do kompotów z przewagą jabłek pasuje mięta. Tuż po zgaszeniu gazu wrzucamy do gara na 5 min. torebkę mięty. Trzeba uważać, żeby nie trzymać jej zbyt długo, żeby całość nie była zbyt miętowa ( jak mamy świeżą, to wrzucamy kilka gałązek i nie musimy później wyjmować). Kilka listków świeżej bazylii smacznie ożywi smak kompotu z papierówek (ale to muszą być dobre, aromatyczne jabłka w starym stylu, takie po prostu supermarketowe nie wytrzymają konkurencji z zapachem bazylii).
*Owoce do kompotu absolutnie nie mogą być popsute, ale jeśli są trochę przywiędnięte czy przyschnięte i pomarszczone to nie szkodzi. Jabłka, śliwki czy winogrona, które już tracą turgor są do kompotu nawet lepsze, bo zwykle słodsze.
*Jeśli przypadkiem zdarzy nam się kompot zbyt wodnisty i mało smakowy, bo daliśmy za mało owoców, to można go troszkę podratować. Tuż po wyłączeniu gazu wrzucamy do garnka torebkę lub dwie owocowej herbaty, np. malinowej albo jabłkowej i zaparzamy w kompocie. Delikatne oszustwo, ale jak nam napitek nie całkiem wyjdzie, to pomaga :)
Właściwie to nie planowałam na blogu wpisu o czymś tak oczywistym. Jednak, jak
mam ze sobą w pracy czy na rowerze, czy gdzieś butelkę kompotu, to się znajomi często dziwują... że to
fajnie, że babcia kiedyś robiła, że oni by się też czasem napili, etc.
Kompletnie bez sensu takie biadolenie, bo kompot to bardzo łatwa do zrobienia alternatywa dla kupnych napojów. Nie zawsze jest to najtańsza opcja, bo w zależności od użytych owoców (np. agrestowy, porzeczkowy, truskawkowy z rabarbarem czy wiśniowy) może wyjść nawet z 5-7zł za 2litry, ale na pewno warto zrobić sobie czasem coś innego niż picie ze sklepowych półek. Jednak w sezonie na jabłka kompot jabłkowy wychodzi za grosze. Nie mówiąc już o opcji, kiedy zamiast owoców w cenach z warszawskich bazarków mamy dostęp do darmowych owocków z jakiejś działki czy ogródka.
Zróbcie sobie czasem kompot. Tym bardziej, że takie retro jedzenie jest chyba teraz w modzie ;)
Smacznego
.
sobota, 30 czerwca 2012
niedziela, 24 czerwca 2012
Szynka pieczona z rabarbarem
Bardzo lubię połączenie mięs z owocami. Była już szynka pieczona z jabłkiem, gruszką i żurawinami (tu), a teraz prezentuję jej smakowitą wysokość szynkę z rabarbarem. Mniam :)
Potrzeba:
*szynka wieprzowa (tu było 0,6kg)
*dwa rabarbarowe badyle
*duża cebula
*2-3 ząbki czosnku
*łyżka startego świeżego imbiru
* sól, pieprz, można troszkę chilli
*łyżeczka miodu i 3-4 łyżki oliwy
Szynkę dźgamy widelcem ze wszystkich stron (taka podziurkowana lepiej przejdzie smakiem marynaty). Nacieramy mięso solą i pieprzem. Siekamy cebulę i rabarbar, gnieciemy czosnek, ścieramy imbir, mieszamy dokładnie z miodem i oliwą i ewentualnie z chilli. Wkładamy wszystko do woreczka do pieczenia, miąchamy całość porządnie, żeby mięsko dokładnie oblepiło się składnikami marynaty. Zamykamy woreczek. Można upiec od razu, ale smaczniej będzie jak całość kilka godzin poleży w lodówce i lepiej przejdzie smakiem.
Robimy w woreczku kilka dziurek, żeby para miała drogę wyjścia i pieczemy ok. 1godz w 180 stopniach. Polecam pieczenie z wbitym w mięso termometrem, co bardzo ułatwia określenie momentu kiedy należy wyłączyć piekarnik (w przypadku wieprzowiny to ok. 85 stopni w środku mięsa).
Niestety nie mam zdjęcia już upieczonej szynki, bo została pożarta zanim przypomniało mi się, że powinnam zrobić fotkę.
Jeść ją należy z sałatą i ziemniakami, na które nakładamy smakowitą beżowo-różową owocową ciapę spod pieczeni.
Pyszny obiad. Pieczcie, jedzcie i delektujcie się zanim skończy się sezon na rabarbar :)
Potrzeba:
*szynka wieprzowa (tu było 0,6kg)
*dwa rabarbarowe badyle
*duża cebula
*2-3 ząbki czosnku
*łyżka startego świeżego imbiru
* sól, pieprz, można troszkę chilli
*łyżeczka miodu i 3-4 łyżki oliwy
Szynkę dźgamy widelcem ze wszystkich stron (taka podziurkowana lepiej przejdzie smakiem marynaty). Nacieramy mięso solą i pieprzem. Siekamy cebulę i rabarbar, gnieciemy czosnek, ścieramy imbir, mieszamy dokładnie z miodem i oliwą i ewentualnie z chilli. Wkładamy wszystko do woreczka do pieczenia, miąchamy całość porządnie, żeby mięsko dokładnie oblepiło się składnikami marynaty. Zamykamy woreczek. Można upiec od razu, ale smaczniej będzie jak całość kilka godzin poleży w lodówce i lepiej przejdzie smakiem.
Robimy w woreczku kilka dziurek, żeby para miała drogę wyjścia i pieczemy ok. 1godz w 180 stopniach. Polecam pieczenie z wbitym w mięso termometrem, co bardzo ułatwia określenie momentu kiedy należy wyłączyć piekarnik (w przypadku wieprzowiny to ok. 85 stopni w środku mięsa).
Niestety nie mam zdjęcia już upieczonej szynki, bo została pożarta zanim przypomniało mi się, że powinnam zrobić fotkę.
Jeść ją należy z sałatą i ziemniakami, na które nakładamy smakowitą beżowo-różową owocową ciapę spod pieczeni.
Pyszny obiad. Pieczcie, jedzcie i delektujcie się zanim skończy się sezon na rabarbar :)
czwartek, 14 czerwca 2012
Pieczone szparagi
Przepis podpatrzony na blogu Bea w kuchni. Jak już pisałam szparagi przepyszne. Jak nie wierzycie mi, to Ukochany potwierdza ich przepyszność.
Potrzeba:
*dwa pęczki szparagów
*oliwa ze słoiczka z suszonymi pomidorami w oliwie (ok. 5-6 łyżek), jak nie mamy, to oczywiście może być też zwykła oliwa
*nie musi być, ale warto dodać trochę białego wytrawnego wina (no tak z 1/4 - 1/3 szklanki)
*świeża bazylia (garść porwanych liści), sól, pieprz
*czarne oliwki (spora garść), 3-4 duże ząbki czosnku (najlepiej młodego), pomidorki koktajlowe (tyle, na ile mamy ochotę)
Szparagi dokładnie obieramy, można je pokroić w mniejsze kawałki. Układamy w żaroodpornym naczyniu wraz z pokrojonymi w plasterki ząbkami czosnku, bazylią i pomidorkami. Pomidorki nakłuwamy widelcem, żeby nie popękały za bardzo w trakcie pieczenia. Mieszamy oliwę z winem, solą i pieprzem. Polewamy szparagi, dokładnie mieszamy.
Wkładamy do nagrzanego piekarnika (220 stopni). W trakcie pieczenia mieszamy całość 2-3 razy.
Uwagi techniczne:
-Bea podaje czas pieczenia 10-12 min i taki czas, ufając autorce Wam polecam. Jeśli ktoś ma wiekowy, gazowy piekarnik, który nie słyszał o termoobiegu i termostacie, i którego termometr na drzwiczkach poddał się już wiele lat temu to informuję, że u mnie szparagi piekły się 23 min. (czyli do organoleptycznie stwierdzonej miękkości szparagów)
-pomieszałam pęczek zielonych i białych szparagów. Potrzebują one jednak różnego czasu obróbki termicznej. Zielone pieką czy gotują się szybciej. U mnie zielone były akurat, a białe trochę chrupkie (ale już nie surowe). Mi ta różnorodność smaków i struktury pasowała, ale jak chcecie równo upieczone, to trzeba dać tylko białe, albo tylko zielone szparagi.
Pyszności. No ale przepis za Jamie'em Oliverem, więc musi być pysznie. W poniedziałek zrobię powtórkę :)
Potrzeba:
*dwa pęczki szparagów
*oliwa ze słoiczka z suszonymi pomidorami w oliwie (ok. 5-6 łyżek), jak nie mamy, to oczywiście może być też zwykła oliwa
*nie musi być, ale warto dodać trochę białego wytrawnego wina (no tak z 1/4 - 1/3 szklanki)
*świeża bazylia (garść porwanych liści), sól, pieprz
*czarne oliwki (spora garść), 3-4 duże ząbki czosnku (najlepiej młodego), pomidorki koktajlowe (tyle, na ile mamy ochotę)
Szparagi dokładnie obieramy, można je pokroić w mniejsze kawałki. Układamy w żaroodpornym naczyniu wraz z pokrojonymi w plasterki ząbkami czosnku, bazylią i pomidorkami. Pomidorki nakłuwamy widelcem, żeby nie popękały za bardzo w trakcie pieczenia. Mieszamy oliwę z winem, solą i pieprzem. Polewamy szparagi, dokładnie mieszamy.
Wkładamy do nagrzanego piekarnika (220 stopni). W trakcie pieczenia mieszamy całość 2-3 razy.
Uwagi techniczne:
-Bea podaje czas pieczenia 10-12 min i taki czas, ufając autorce Wam polecam. Jeśli ktoś ma wiekowy, gazowy piekarnik, który nie słyszał o termoobiegu i termostacie, i którego termometr na drzwiczkach poddał się już wiele lat temu to informuję, że u mnie szparagi piekły się 23 min. (czyli do organoleptycznie stwierdzonej miękkości szparagów)
-pomieszałam pęczek zielonych i białych szparagów. Potrzebują one jednak różnego czasu obróbki termicznej. Zielone pieką czy gotują się szybciej. U mnie zielone były akurat, a białe trochę chrupkie (ale już nie surowe). Mi ta różnorodność smaków i struktury pasowała, ale jak chcecie równo upieczone, to trzeba dać tylko białe, albo tylko zielone szparagi.
Pyszności. No ale przepis za Jamie'em Oliverem, więc musi być pysznie. W poniedziałek zrobię powtórkę :)
wtorek, 12 czerwca 2012
Szparagi i mecz Polska-Rosja, 1:1 :D
HURRRA!!!
No i proszę, jak naprawdę nas Polaków ciśnienie przyciśnie to i autostradę potrafimy w tempie otworzyć (prowizorycznie, ale 7 czerwca nią jechałam, dało się :) i mecz też potrafimy ładny rozegrać. Szczerze mówiąc, to myślałam, że przegramy i to coś w stylu 0:3 czy 1:3, a tu proszę jaka niespodzianka.
No gratulacje :D Super meczyk, a przecież obiektywnie patrząc rosyjska drużna lepsza jest :D
Oby tak dalej :)
A do meczu tym razem pożarliśmy z Ukochanym nie parówki w cieście, a dwa pęczki pieczonych szparagów.
Przepysznych.
Ale nie chce mi się dziś pisać. Jutro mam na rano do pracy, pewnie trochę kaca będę mieć, bo do meczu i szparagów wino było, no i w trakcie meczu toasty za powodzenie naszych szły. Dziś będzie tylko kiepskiej jakości fotka z leciwego aparatu.
Jutro po pracy i teatrze postaram się dać przepis (i fotki lepsze też będą). A jak nie jutro to w piątek :) W tle rozmazanej fotki telewizor, a na ekranie mecz :)
Polska GOOOLA :)
No i proszę, jak naprawdę nas Polaków ciśnienie przyciśnie to i autostradę potrafimy w tempie otworzyć (prowizorycznie, ale 7 czerwca nią jechałam, dało się :) i mecz też potrafimy ładny rozegrać. Szczerze mówiąc, to myślałam, że przegramy i to coś w stylu 0:3 czy 1:3, a tu proszę jaka niespodzianka.
No gratulacje :D Super meczyk, a przecież obiektywnie patrząc rosyjska drużna lepsza jest :D
Oby tak dalej :)
A do meczu tym razem pożarliśmy z Ukochanym nie parówki w cieście, a dwa pęczki pieczonych szparagów.
Przepysznych.
Ale nie chce mi się dziś pisać. Jutro mam na rano do pracy, pewnie trochę kaca będę mieć, bo do meczu i szparagów wino było, no i w trakcie meczu toasty za powodzenie naszych szły. Dziś będzie tylko kiepskiej jakości fotka z leciwego aparatu.
Jutro po pracy i teatrze postaram się dać przepis (i fotki lepsze też będą). A jak nie jutro to w piątek :) W tle rozmazanej fotki telewizor, a na ekranie mecz :)
Polska GOOOLA :)
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Parówki w cieście dla kibica
Proste w przygotowaniu, szybkie, niedrogie, w dodatku smaczne i na ciepło, i na zimno, a co najważniejsze idealnie pasują do zimnego piwa. Pogryzałam sobie takie oglądając mecz otwarcia. Polecam na jutrzejszy mecz naszych z Rosją.
Jeśli jesteście wege, to przepis (testowane) jest smaczny także z parówkami sojowymi, choć wtedy warto dać więcej sera.
Nie to żebym kibicem zawziętym była, to był drugi mecz piłki nożnej jaki w życiu obejrzałam, ale skoro już EURO 2012 zawitało do Polski, to nawet tacy piłkowi ignoranci jak ja, Ukochany i królik Ziomek troszkę damy się ponieść biało-czerwonej atmosferze ;)
Tak, tak, nawet Śmieszny Puchaty Ziomek kibicuje naszym :)
Do parówek dla kibica potrzeba (na 3 osoby):
*opakowanie ciasta francuskiego, nie mrożonego (u mnie przykładowo ciasto z Lidla, 275g, dokładnie takie samo jest w Biedronce)
*koncentrat pomidorowy
*przyprawa do pieczonego kurczaka, np. złocisty kurczak kamisa, czy inna ulubiona
*sól, ew. chilli
*5 parówek, żółty ser (najlepiej taki bardziej aromatyczny, typu ementaler albo cheddar)
Rozwijamy rulon ciasta, kroimy na wstążki ok. 1,5-2 cm szerokości, na 5 parówek potrzeba 10 pasków ciasta. Każdy pasek smarujemy koncentratem pomidorowym, posypujemy równomiernie wzdłuż przyprawą do kurczaka (tak ze dwie spore szczypty na pasek) i chilli, jeśli chcemy pikantniej. Układamy paski żółtego sera. Parówki kroimy na pół, każdą zawijamy w ciasto. Ważne, żeby użyć dobrych parówek, które lubimy i na ciepło, i na zimno. Parówki potrafią być naprawdę paskudne, a jak niesmaczne będą parówki, to i cała przekąska.
Smarujemy z wierzchu roztrzepanym jajkiem, śmietaną lub mlekiem (nie jest to konieczne, ale taki zabieg sprawi, że wierzch będzie ładniej wyglądał po upieczeniu, będzie błyszczący i rumiany). Posypujemy ruloniki solą (w środku nie musimy solić, bo przyprawa do kurczaka i tak jest słona, podobnie jak parówki).
Pieczemy w 180 stopniach do zrumienienia ciasta, czyli ok. 20 min.
Zamiast przyprawy do pieczonego kurczaka, która super się w takich parówkach sprawdza można dodać curry, albo przyprawę w stylu grill węgierski. Do przyprawy kurczakowej dobrze pasuje też musztarda, możemy więc posmarować wstążki ciasta koncentratem i musztardą (ale wtedy dajemy mniej koncentratu). Jeśli nie lubicie parówek, można dać cienkie kiełbaski albo kabanosy.
Będzie jeszcze smaczniej jak podamy do parówek w cieście prostą sałatkę z sałaty, szczypiorku i pomidorków z kwaśnym winegretem albo sałatkę pomidorkową.
Nie wiem jak będzie dalej, ale na razie śmiesznie jest z tym całym Euro 2012. W piątek, jak był mecz otwarcia o godzinie 17.30 z centrum handlowego, w którym pracuję wymiotło wszystkich poza pracownikami. Z racji pustek szefowa pozwoliła mi pójść sobie wcześniej, żeby obejrzeć mecz :) Jak jechałam do domu Bródno i Targówek wyglądały jak po straszliwej katastrofie, która wybiła wszystkich mieszkańców. Poza pustymi autobusami na ulicach nie było nikogo i niczego :) To było ciekawy widok, wyludnione ulice sprawiały wrażenie fascynujące i dziwaczne jednocześnie, jak scenografia do jakiegoś katastroficznego filmu SF :)
Jeśli jesteście wege, to przepis (testowane) jest smaczny także z parówkami sojowymi, choć wtedy warto dać więcej sera.
Nie to żebym kibicem zawziętym była, to był drugi mecz piłki nożnej jaki w życiu obejrzałam, ale skoro już EURO 2012 zawitało do Polski, to nawet tacy piłkowi ignoranci jak ja, Ukochany i królik Ziomek troszkę damy się ponieść biało-czerwonej atmosferze ;)
Tak, tak, nawet Śmieszny Puchaty Ziomek kibicuje naszym :)
Do parówek dla kibica potrzeba (na 3 osoby):
*opakowanie ciasta francuskiego, nie mrożonego (u mnie przykładowo ciasto z Lidla, 275g, dokładnie takie samo jest w Biedronce)
*koncentrat pomidorowy
*przyprawa do pieczonego kurczaka, np. złocisty kurczak kamisa, czy inna ulubiona
*sól, ew. chilli
*5 parówek, żółty ser (najlepiej taki bardziej aromatyczny, typu ementaler albo cheddar)
Rozwijamy rulon ciasta, kroimy na wstążki ok. 1,5-2 cm szerokości, na 5 parówek potrzeba 10 pasków ciasta. Każdy pasek smarujemy koncentratem pomidorowym, posypujemy równomiernie wzdłuż przyprawą do kurczaka (tak ze dwie spore szczypty na pasek) i chilli, jeśli chcemy pikantniej. Układamy paski żółtego sera. Parówki kroimy na pół, każdą zawijamy w ciasto. Ważne, żeby użyć dobrych parówek, które lubimy i na ciepło, i na zimno. Parówki potrafią być naprawdę paskudne, a jak niesmaczne będą parówki, to i cała przekąska.
Smarujemy z wierzchu roztrzepanym jajkiem, śmietaną lub mlekiem (nie jest to konieczne, ale taki zabieg sprawi, że wierzch będzie ładniej wyglądał po upieczeniu, będzie błyszczący i rumiany). Posypujemy ruloniki solą (w środku nie musimy solić, bo przyprawa do kurczaka i tak jest słona, podobnie jak parówki).
Pieczemy w 180 stopniach do zrumienienia ciasta, czyli ok. 20 min.
Zamiast przyprawy do pieczonego kurczaka, która super się w takich parówkach sprawdza można dodać curry, albo przyprawę w stylu grill węgierski. Do przyprawy kurczakowej dobrze pasuje też musztarda, możemy więc posmarować wstążki ciasta koncentratem i musztardą (ale wtedy dajemy mniej koncentratu). Jeśli nie lubicie parówek, można dać cienkie kiełbaski albo kabanosy.
Będzie jeszcze smaczniej jak podamy do parówek w cieście prostą sałatkę z sałaty, szczypiorku i pomidorków z kwaśnym winegretem albo sałatkę pomidorkową.
Nie wiem jak będzie dalej, ale na razie śmiesznie jest z tym całym Euro 2012. W piątek, jak był mecz otwarcia o godzinie 17.30 z centrum handlowego, w którym pracuję wymiotło wszystkich poza pracownikami. Z racji pustek szefowa pozwoliła mi pójść sobie wcześniej, żeby obejrzeć mecz :) Jak jechałam do domu Bródno i Targówek wyglądały jak po straszliwej katastrofie, która wybiła wszystkich mieszkańców. Poza pustymi autobusami na ulicach nie było nikogo i niczego :) To było ciekawy widok, wyludnione ulice sprawiały wrażenie fascynujące i dziwaczne jednocześnie, jak scenografia do jakiegoś katastroficznego filmu SF :)
piątek, 1 czerwca 2012
Grill
Lato jest, a jak lato to i grill :)
Zapraszam na grilla z kolorowymi, aromatycznymi warzywami i karkówką w azjatyckim stylu. W tym poście będą receptury szybkie i proste.
Smakowity i sycący grill wcale nie wymaga mięsa, wystarczy mnóstwo warzyw. Jakich? Na ten przykład cukinie, zielone i czerwone papryki, brokuły, kalafior, bakłażany, ziemniaki, cebula oraz absolutne hity czyli zielone szparagi, kalarepka i młody czosnek.
Potrzeba:
*wybrane warzywa
*szklanka oliwy, 4-5 zgniecionych ząbków czosnku, pół łyżeczki soli, łyżeczka wędzonej papryki (ewentualnie zwykłej), spora szczypta chilli i nieczubata łyżeczka roztartych w palcach ziół prowansalskich
*majonez i ocet balsamiczny
Mieszamy składniki marynaty, obtaczamy w niej pokrojone warzywa, zostawiamy na pół godziny. Układamy na grillu, prószymy solą i pieczemy od czasu do czasu przewracając i smarując marynatą (najwygodniej za pomocą silikonowego pędzelka).
Używamy oliwy do smażenia, taka z pierwszego tłoczenia momentalnie się spali. Poza bakłażanem i ziemniakami większość warzyw można zjeść i na surowo, dlatego nie ma co przesadzać z czasem grillowania. Najsmaczniej jest jak warzywa są jeszcze trochę chrupkie, a nie rozciapciane zbyt długą obróbką cieplną, dotyczy to szczególnie szparagów, różyczek kalafiora i plastrów kalarepki.
Bakłażan wymaga obróbki przed wrzuceniem na ruszt. Żeby pozbawić to pyszne warzywo gorzkiego smaku kroimy go w plastry 1 cm grubości, rozkładamy papierowy ręcznik, każdy plaster posypujemy solą z obu stron, potem układamy plastry na papierowym ręczniku kuchennym i z wierzchu przykrywamy drugim ręcznikiem. Zostawiamy na godzinkę. Sól wyciąga na zewnątrz sok, a ten wsiąka w papierowe ręczniki. Mokry od gorzkiego soku papier wesoło wyrzucamy, a smakowitego bakłażana smarujemy marynatą i grillujemy. Tego warzywka nie macerujemy w oliwie, bo wchłonie całą i będzie straszliwe tłusty.
Do zielonych szparagów robimy prosty sosik, czyli mieszamy na gładki krem majonez i ocet balsamiczny (w proporcji dwie czubate łyżki majonezu i łyżka octu). To wyrazisty, smaczny dodatek nie tylko do szparagów, pysznie komponować się będzie także z brokułami, kalafiorem czy ziemniaczkami.
I absolutny hit, czyli łepek młodego czosnku zawijamy w folię aluminiową i kładziemy na grilla, taki czosnek potrzebuje dużo czasu, przynajmniej ze 40 minut, a i godzina nie zaszkodzi. Po upieczeniu jest pyszny i mięciutki, rozsmarowujemy go na grillowanym chlebku i prószymy solą.
A teraz coś dla tych, co czekali na mięsko.
Pyszna karkówka z grilla.
Potrzeba:
*karkówka
*oliwa do smażenia
*żółta pasta curry
*sos imbirowy z soją Tao Tao, czosnek
Plastry karkówki energicznie i gęsto dźgamy widelcem, dokładnie mieszamy z marynatą i zostawiamy w lodówce na min. 2-3 godziny (a można i na całą noc, będzie jeszcze smaczniej). Dziurawienie plastrów sprawi, że smak zalewy lepiej wniknie w mięsko.
Marynata 1: pastę curry dokładnie mieszamy z oliwą (proporcje, na łyżkę pasty łyżka oliwy). W sklepach są też pasty curry zielona i czerwona, ale te są piekielnie ostre. Żółta jest ostra umiarkowanie, więc jak lubicie, to można dodać do niej jeszcze szczyptę chilli.
Marynata 2: pół szklanki sosu imbirowego mieszamy ze zgniecionym ząbkiem czosnku i 2-3 łyżkami oliwy. Jeśli macie ochotę, to można dać jeszcze łyżeczkę startego, świeżego imbiru.
Na jeden średni plaster karkówki potrzeba będzie z łyżkę marynaty z curry albo dwie z sosu imbirowego. Zamarynowaną karkówkę kładziemy na grilla i z wierzchniej strony prószymy solą (tak bez przesady, bo marynata już jest trochę słona).
Jako napój może być na przykład piwo z wrzuconymi do niego 2-3 pokrojonymi truskawkami, albo z plastrem cytryny i kilkoma pogniecionymi i porwanymi (dla uwolnienia aromatu) listkami świeżej mięty. Białe wino z truskawką, kostką lodu i wodą gazowaną też będzie mniam.
Na fotkach jest grill elektryczny, ale podane przepisy są kompatybilne także ze zwykłym grillem.
Zapraszam na grilla z kolorowymi, aromatycznymi warzywami i karkówką w azjatyckim stylu. W tym poście będą receptury szybkie i proste.
Smakowity i sycący grill wcale nie wymaga mięsa, wystarczy mnóstwo warzyw. Jakich? Na ten przykład cukinie, zielone i czerwone papryki, brokuły, kalafior, bakłażany, ziemniaki, cebula oraz absolutne hity czyli zielone szparagi, kalarepka i młody czosnek.
Potrzeba:
*wybrane warzywa
*szklanka oliwy, 4-5 zgniecionych ząbków czosnku, pół łyżeczki soli, łyżeczka wędzonej papryki (ewentualnie zwykłej), spora szczypta chilli i nieczubata łyżeczka roztartych w palcach ziół prowansalskich
*majonez i ocet balsamiczny
Mieszamy składniki marynaty, obtaczamy w niej pokrojone warzywa, zostawiamy na pół godziny. Układamy na grillu, prószymy solą i pieczemy od czasu do czasu przewracając i smarując marynatą (najwygodniej za pomocą silikonowego pędzelka).
Używamy oliwy do smażenia, taka z pierwszego tłoczenia momentalnie się spali. Poza bakłażanem i ziemniakami większość warzyw można zjeść i na surowo, dlatego nie ma co przesadzać z czasem grillowania. Najsmaczniej jest jak warzywa są jeszcze trochę chrupkie, a nie rozciapciane zbyt długą obróbką cieplną, dotyczy to szczególnie szparagów, różyczek kalafiora i plastrów kalarepki.
Bakłażan wymaga obróbki przed wrzuceniem na ruszt. Żeby pozbawić to pyszne warzywo gorzkiego smaku kroimy go w plastry 1 cm grubości, rozkładamy papierowy ręcznik, każdy plaster posypujemy solą z obu stron, potem układamy plastry na papierowym ręczniku kuchennym i z wierzchu przykrywamy drugim ręcznikiem. Zostawiamy na godzinkę. Sól wyciąga na zewnątrz sok, a ten wsiąka w papierowe ręczniki. Mokry od gorzkiego soku papier wesoło wyrzucamy, a smakowitego bakłażana smarujemy marynatą i grillujemy. Tego warzywka nie macerujemy w oliwie, bo wchłonie całą i będzie straszliwe tłusty.
Do zielonych szparagów robimy prosty sosik, czyli mieszamy na gładki krem majonez i ocet balsamiczny (w proporcji dwie czubate łyżki majonezu i łyżka octu). To wyrazisty, smaczny dodatek nie tylko do szparagów, pysznie komponować się będzie także z brokułami, kalafiorem czy ziemniaczkami.
I absolutny hit, czyli łepek młodego czosnku zawijamy w folię aluminiową i kładziemy na grilla, taki czosnek potrzebuje dużo czasu, przynajmniej ze 40 minut, a i godzina nie zaszkodzi. Po upieczeniu jest pyszny i mięciutki, rozsmarowujemy go na grillowanym chlebku i prószymy solą.
A teraz coś dla tych, co czekali na mięsko.
Pyszna karkówka z grilla.
Potrzeba:
*karkówka
*oliwa do smażenia
*żółta pasta curry
*sos imbirowy z soją Tao Tao, czosnek
Plastry karkówki energicznie i gęsto dźgamy widelcem, dokładnie mieszamy z marynatą i zostawiamy w lodówce na min. 2-3 godziny (a można i na całą noc, będzie jeszcze smaczniej). Dziurawienie plastrów sprawi, że smak zalewy lepiej wniknie w mięsko.
Marynata 1: pastę curry dokładnie mieszamy z oliwą (proporcje, na łyżkę pasty łyżka oliwy). W sklepach są też pasty curry zielona i czerwona, ale te są piekielnie ostre. Żółta jest ostra umiarkowanie, więc jak lubicie, to można dodać do niej jeszcze szczyptę chilli.
Marynata 2: pół szklanki sosu imbirowego mieszamy ze zgniecionym ząbkiem czosnku i 2-3 łyżkami oliwy. Jeśli macie ochotę, to można dać jeszcze łyżeczkę startego, świeżego imbiru.
Na jeden średni plaster karkówki potrzeba będzie z łyżkę marynaty z curry albo dwie z sosu imbirowego. Zamarynowaną karkówkę kładziemy na grilla i z wierzchniej strony prószymy solą (tak bez przesady, bo marynata już jest trochę słona).
Jako napój może być na przykład piwo z wrzuconymi do niego 2-3 pokrojonymi truskawkami, albo z plastrem cytryny i kilkoma pogniecionymi i porwanymi (dla uwolnienia aromatu) listkami świeżej mięty. Białe wino z truskawką, kostką lodu i wodą gazowaną też będzie mniam.
Na fotkach jest grill elektryczny, ale podane przepisy są kompatybilne także ze zwykłym grillem.
piątek, 25 maja 2012
Surówka z młodej kapusty
Klasyczna młoda kapustka duszona z koperkiem już była (tu), teraz czas na eksperymenty.
Żeby było śmieszniej ta surówka powstała w biegu, gdzieś w krótkim czasie między porannym prysznicem, a suszeniem włosów i domalowywaniem sobie twarzy przed pójściem do pracy. Zrobiona szybko i troszkę bezmyślnie, ot tak, żeby mieć co zapakować w pudełko na obiad do pracy. Okazało się, że ten pomysł smakowy zdecydowanie zasłużył nie tylko na swojego posta, ale i na powtórzenie niejeden raz. Smakowity i prosty przepis, surówka o wyrazistym i jednocześnie stonowanym smaku, pasującym zarówno do kuchni polskiej PRLu typu schabowy jak i do dań bardziej egzotycznych.
Potrzeba:
*pół poszatkowanej młodej kapusty (ok. 0,5 kg)
*po kilka źdźbeł koperku i natki (posiekane) i kilka źdźbeł szczypiorku (też posiekanego), szalotka albo malutka cebula drobniutko posiekana, spora garść pestek słonecznika
*olej lniany (ewentualnie oliwa), łyżeczka oleju sezamowego, sól i świeżo zmielony pieprz
*opcjonalnie (warto) garść kiełków, np. brokuła lub lucerny
Wszystkie składniki dokładnie mieszamy. Najlepiej na kilka godzin przed zjedzeniem, żeby całość się przegryzła. Można oczywiście zjeść od razu i też będzie smacznie, ale po przegryzieniu się z olejem i solą kapusta ma fajniejszą konsystencję. Wyrazistości w smaku mimo niewielu przypraw nadają surówce oleje, sezamowy i lniany, oraz słonecznik.
Pyszna była na obiad w pracy, z odgrzanym w mikrofali ziemniaczanym pure polanym dużą ilością sosu spod dobrej pieczeni i kawałkiem tej pieczeni. Równie smacznie będzie z ziemniaczkami, chlebkiem lub kaszą gryczaną i jajkiem sadzonym, itp, itd.
Na fotce surówka występuje z gulaszem z wieprzowej szynki (takim całkiem tradycyjnym, z suszonymi grzybami).
Żeby było śmieszniej ta surówka powstała w biegu, gdzieś w krótkim czasie między porannym prysznicem, a suszeniem włosów i domalowywaniem sobie twarzy przed pójściem do pracy. Zrobiona szybko i troszkę bezmyślnie, ot tak, żeby mieć co zapakować w pudełko na obiad do pracy. Okazało się, że ten pomysł smakowy zdecydowanie zasłużył nie tylko na swojego posta, ale i na powtórzenie niejeden raz. Smakowity i prosty przepis, surówka o wyrazistym i jednocześnie stonowanym smaku, pasującym zarówno do kuchni polskiej PRLu typu schabowy jak i do dań bardziej egzotycznych.
Potrzeba:
*pół poszatkowanej młodej kapusty (ok. 0,5 kg)
*po kilka źdźbeł koperku i natki (posiekane) i kilka źdźbeł szczypiorku (też posiekanego), szalotka albo malutka cebula drobniutko posiekana, spora garść pestek słonecznika
*olej lniany (ewentualnie oliwa), łyżeczka oleju sezamowego, sól i świeżo zmielony pieprz
*opcjonalnie (warto) garść kiełków, np. brokuła lub lucerny
Wszystkie składniki dokładnie mieszamy. Najlepiej na kilka godzin przed zjedzeniem, żeby całość się przegryzła. Można oczywiście zjeść od razu i też będzie smacznie, ale po przegryzieniu się z olejem i solą kapusta ma fajniejszą konsystencję. Wyrazistości w smaku mimo niewielu przypraw nadają surówce oleje, sezamowy i lniany, oraz słonecznik.
Pyszna była na obiad w pracy, z odgrzanym w mikrofali ziemniaczanym pure polanym dużą ilością sosu spod dobrej pieczeni i kawałkiem tej pieczeni. Równie smacznie będzie z ziemniaczkami, chlebkiem lub kaszą gryczaną i jajkiem sadzonym, itp, itd.
Na fotce surówka występuje z gulaszem z wieprzowej szynki (takim całkiem tradycyjnym, z suszonymi grzybami).
czwartek, 24 maja 2012
Szparagi, najprościej
Sezon szparagowy w pełni, należy więc korzystać i objadać się nimi zanim znikną.
Na początek białe szparagi w postaci najprostszej, po prostu gotowane.
Można je zajadać same z podpieczonym w tosterze chlebkiem, z ziemniaczkami z koperkiem i jajkiem sadzonym albo z ziemniaczkami i kefirem, pasować też będzie "schabowy" z piersi kurczaka.
Szparagi uwielbiają towarzystwo białego wina ;)
Szparagi gotujemy w posolonej wodzie z dodatkiem grubego plastra cytryny i łyżki masła, wrzucamy je do garnka* dopiero jak woda zawrze i gotujemy ok. 10 min (może być krócej przy cieniutkich szparagach lub dłużej przy dużych i grubych). Uważamy żeby nie rozgotować.
Podajemy z majonezem wymieszanym na gładki krem z octem balsamicznym (u mnie niepełna łyżka octu i 2 łyżki majonezu, ale może być bardziej lub mniej octowo w zależności jak lubicie).
Szczerze pisząc w rzeczywistości nie jadam szparagów tak podanych, tylko kilka zapozowało do zdjęcia. Reszta leży na kuchennym stole rzucona jak popadło na stertę na wielkim talerzu. Talerz znajduje się między dwoma wygłodniałymi bestiami, które zaraz je pożrą zupełnie nie zawracając sobie głowy elegancją podania :) Ważne, że jest sosik majonezowy i opieczone w tosterze kromki dobrego, białego chleba oraz pół wytrawne białe wino.
Żeby było smakowicie trzeba wybrać świeży pęczek, jak najbardziej biały, powierzchnia pędów nie może być zeschnięta, powinny być kruche, tak żeby się łamać, a nie giąć. Obieramy ostrym nożykiem cieniutko, ale dokładnie. Nie wyglądają na takie, ale młodziutkie pędy mają bardzo twardą korę, niedokładnie obrane będą trudne do zjedzenia, bo z wierzchu straszliwie łykowate. Jak ktoś się przyjrzy to w tle zdjęcia widać talerzyk ze stertą obierków, powstałą już z ugotowanych szparagów. Ukochanemu trochę się zapomniała nauka z zeszłego roku, dlaczego trzeba te bielutkie, na pierwszy rzut oka delikatne roślinki dokładnie obierać :)
A poniżej szparagi w wersji pełnoobiadowej. Z miseczką kefiru i obowiązkowym beżowym sosem majonezowo-octowym. Do tego pierwsze w tym roku młode ziemniaczki. Pysznie dziś było.
Na opisanie czekają też rewelacyjne (już sfotografowane i zjedzone) grillowane zielone szparagi. Hmn... obiecuję, że się postaram, żeby wpis pojawił się zanim skończy się bezlitośnie krótki szparagowy sezon.
*Garnek powinien być na tyle duży, żeby szparagi zmieściły się leżąc (nie musimy wypełniać go wodą po brzegi, wystarczy 1/3 czy 1/2 tak żeby miały się w czym gotować). Jeśli są bardzo długie możemy ugotować je w dużej patelni, ewentualnie można odciąć główki, wrzucić na gotującą się wodę końcówki, a chwilę później delikatniejsze główki.
Na początek białe szparagi w postaci najprostszej, po prostu gotowane.
Można je zajadać same z podpieczonym w tosterze chlebkiem, z ziemniaczkami z koperkiem i jajkiem sadzonym albo z ziemniaczkami i kefirem, pasować też będzie "schabowy" z piersi kurczaka.
Szparagi uwielbiają towarzystwo białego wina ;)
Szparagi gotujemy w posolonej wodzie z dodatkiem grubego plastra cytryny i łyżki masła, wrzucamy je do garnka* dopiero jak woda zawrze i gotujemy ok. 10 min (może być krócej przy cieniutkich szparagach lub dłużej przy dużych i grubych). Uważamy żeby nie rozgotować.
Podajemy z majonezem wymieszanym na gładki krem z octem balsamicznym (u mnie niepełna łyżka octu i 2 łyżki majonezu, ale może być bardziej lub mniej octowo w zależności jak lubicie).
Szczerze pisząc w rzeczywistości nie jadam szparagów tak podanych, tylko kilka zapozowało do zdjęcia. Reszta leży na kuchennym stole rzucona jak popadło na stertę na wielkim talerzu. Talerz znajduje się między dwoma wygłodniałymi bestiami, które zaraz je pożrą zupełnie nie zawracając sobie głowy elegancją podania :) Ważne, że jest sosik majonezowy i opieczone w tosterze kromki dobrego, białego chleba oraz pół wytrawne białe wino.
Żeby było smakowicie trzeba wybrać świeży pęczek, jak najbardziej biały, powierzchnia pędów nie może być zeschnięta, powinny być kruche, tak żeby się łamać, a nie giąć. Obieramy ostrym nożykiem cieniutko, ale dokładnie. Nie wyglądają na takie, ale młodziutkie pędy mają bardzo twardą korę, niedokładnie obrane będą trudne do zjedzenia, bo z wierzchu straszliwie łykowate. Jak ktoś się przyjrzy to w tle zdjęcia widać talerzyk ze stertą obierków, powstałą już z ugotowanych szparagów. Ukochanemu trochę się zapomniała nauka z zeszłego roku, dlaczego trzeba te bielutkie, na pierwszy rzut oka delikatne roślinki dokładnie obierać :)
A poniżej szparagi w wersji pełnoobiadowej. Z miseczką kefiru i obowiązkowym beżowym sosem majonezowo-octowym. Do tego pierwsze w tym roku młode ziemniaczki. Pysznie dziś było.
Na opisanie czekają też rewelacyjne (już sfotografowane i zjedzone) grillowane zielone szparagi. Hmn... obiecuję, że się postaram, żeby wpis pojawił się zanim skończy się bezlitośnie krótki szparagowy sezon.
*Garnek powinien być na tyle duży, żeby szparagi zmieściły się leżąc (nie musimy wypełniać go wodą po brzegi, wystarczy 1/3 czy 1/2 tak żeby miały się w czym gotować). Jeśli są bardzo długie możemy ugotować je w dużej patelni, ewentualnie można odciąć główki, wrzucić na gotującą się wodę końcówki, a chwilę później delikatniejsze główki.
piątek, 11 maja 2012
Młoda kapustka, klasycznie, z koperkiem
Jestem fanem kapusty. Uwielbiam i młodą, i starą, i świeżą, i kiszoną, a moją najukochańszą zupą jest kapuśniak. Wreszcie pojawiła się młoda kapustka i będą się nią teraz objadać.
Ej, czyż nie jest śliczna? Aż żal kroić takie cudo :)
Na początku będę ją zachłannie pożerać w wersji najprostszej, a potem jak już nasycę pierwsze pożądanie, to sobie trochę pokombinuję. Na pewno spróbuję czy da się z niej zrobić gołąbki. No bo... zobaczcie jaki piękny liść...
Potrzeba:
*główka młodej kapusty (0,8-1 kg)
*duża cebula
*pęczek koperku
*4 duże ząbki czosnku
*mała marchewka starta na grubych oczkach tarki
*sól, świeżo mielony pieprz, chlust maggi, czubata łyżka suszonego koperku, kopiata łyżka masła
*oraz zestaw do wyboru:
- szczypta kuminu (kminu rzymskiego, nie kminku, to dwie diametralnie różne przyprawy), szczypta płatków chilli, pół łyżeczki mielonej kolendry, spora szczypta kminku
-szczypta płatków chilli i łyżeczka indyjskiej przyprawy Kitchen King Masala*
-łyżeczka kminku, dwie spore szczypty mielonej gałki muszkatołowej, szczypta chilli
- do smażenia cebuli i czosnku oliwa ze słoiczka z suszonymi pomidorami w oliwie oraz do duszenia kilka drobno posiekanych suszonych pomidorów
- drobno pokrojony i przesmażony boczek albo pokrojona w drobną kostkę, posolona i przesmażona na maśle szynka wieprzowa, chodzi o taką surową szynkę, nie wędlinę (ten zestaw ładnie się łączy z zestawem z suszonymi pomidorami)
Kapustę kroimy, raczej grubo niż drobno. Cebulę też siekamy grubiej. Kroimy na plasterki ząbki czosnku. W garnku z grubym dnem rozgrzewamy oliwę, podsmażamy cebulę i czosnek. Dodajemy dużą garść kapusty, przesmażamy. Dokładamy resztę kapusty (ale nie całą, zostawiamy 1/4) i przyprawy, i dusimy do miękkości od czasu do czasu mieszając. Pod koniec, na 10-15 min przed zgaszeniem gazu dodajemy resztę kapustki, mieszamy. W najbardziej klasycznej wersji dodajemy przyprawy tylko z przedostatniej gwiazdki, w wersji bardziej wypasionej dajemy też wybrany zestaw z ostatniej gwiazdki. Kiedy kapustka będzie miękka, ale nie rozgotowana wyłączamy gaz i dorzucamy posiekany, świeży koperek i startą marchewkę, mieszamy. Pyszne od razu, ale najsmaczniejsze odgrzane na drugi dzień jak składniki się przegryzą.
Podajemy, np. z ugotowanymi ziemniakami, jajkiem sadzonym i kefirem lub zsiadłym mlekiem, pasować będą także schabowe czy dobry, świeży chleb.
Najbardziej z Ukochanym lubimy zestaw pierwszy (na fotce) i ostatni z pomidorami, ale pyszne są wszystkie opcje smakowe.
Zostawienie części kapusty do dodania na koniec daje bardzo fajną konsystencję dania, taki bardziej chrupki akcent zamiast ugotowanej na miękko całości. A że część kapusty będzie się gotowała tylko 10 minut, no to co? Przecież można ją nawet zjeść na surowo w surówce, więc na pewno nie zaszkodzi :) Bardzo polecam, ale jeśli nie chcecie, to oczywiście można dać całą kapustę od razu, żeby była równo ugotowana.
Mniam :)
PS (dodane 15 maja)
Teściowa młodą kapustkę robi dodając do niej drobno posiekaną włoszczyznę. Na prośbę Ukochanego zrobiłam też taki wariant i efekt był bardzo fajny, w całości nadal dominowała kapusta i koperek, ale smak był bardziej konkretny, mocniejszy. Robimy tak samo jak wyżej opisałam, tylko że do duszenia kapusty dodajemy startą na grubych oczkach tarki pietruszkę, marchewkę, kawałek selera i por (białą część, ok. 5cm i ze dwa zielone liście, wszystko pokrojone w cienkie plasterki) oraz pęczek natki pietruszki. W tej wersji też dodajemy po wyłączeniu gazu surową marchewkę i koperek.
Młoda kapustka bez włoszczyzny jest delikatniejsza w smaku, taka jarzynkowa, ta z włoszczyzną pełniejsza, bardziej jak rosół, obie wersje bardzo smaczne, choć ja troszkę wolę tą z samą kapustą, a Ukochany troszkę tą z włoszczyzną. Najlepiej zrobić i jedną, i drugą, i sprawdzić, która pasuje Wam bardziej.
*Kitchen King Masla tak jak curry może mieć różny skład, w zależności gdzie kupimy. Moja zawiera kolendrę, kmin, chilli, goździki, kozieradkę, cynamon, gałkę, liście laurowe, asafetydę, gorczycę, kminek i parę innych. Bardzo fajna przyprawa do kapusty, ziemniaków, strączkowych czy cukinii i pomidorów.
Ej, czyż nie jest śliczna? Aż żal kroić takie cudo :)
Na początku będę ją zachłannie pożerać w wersji najprostszej, a potem jak już nasycę pierwsze pożądanie, to sobie trochę pokombinuję. Na pewno spróbuję czy da się z niej zrobić gołąbki. No bo... zobaczcie jaki piękny liść...
Potrzeba:
*główka młodej kapusty (0,8-1 kg)
*duża cebula
*pęczek koperku
*4 duże ząbki czosnku
*mała marchewka starta na grubych oczkach tarki
*sól, świeżo mielony pieprz, chlust maggi, czubata łyżka suszonego koperku, kopiata łyżka masła
*oraz zestaw do wyboru:
- szczypta kuminu (kminu rzymskiego, nie kminku, to dwie diametralnie różne przyprawy), szczypta płatków chilli, pół łyżeczki mielonej kolendry, spora szczypta kminku
-szczypta płatków chilli i łyżeczka indyjskiej przyprawy Kitchen King Masala*
-łyżeczka kminku, dwie spore szczypty mielonej gałki muszkatołowej, szczypta chilli
- do smażenia cebuli i czosnku oliwa ze słoiczka z suszonymi pomidorami w oliwie oraz do duszenia kilka drobno posiekanych suszonych pomidorów
- drobno pokrojony i przesmażony boczek albo pokrojona w drobną kostkę, posolona i przesmażona na maśle szynka wieprzowa, chodzi o taką surową szynkę, nie wędlinę (ten zestaw ładnie się łączy z zestawem z suszonymi pomidorami)
Kapustę kroimy, raczej grubo niż drobno. Cebulę też siekamy grubiej. Kroimy na plasterki ząbki czosnku. W garnku z grubym dnem rozgrzewamy oliwę, podsmażamy cebulę i czosnek. Dodajemy dużą garść kapusty, przesmażamy. Dokładamy resztę kapusty (ale nie całą, zostawiamy 1/4) i przyprawy, i dusimy do miękkości od czasu do czasu mieszając. Pod koniec, na 10-15 min przed zgaszeniem gazu dodajemy resztę kapustki, mieszamy. W najbardziej klasycznej wersji dodajemy przyprawy tylko z przedostatniej gwiazdki, w wersji bardziej wypasionej dajemy też wybrany zestaw z ostatniej gwiazdki. Kiedy kapustka będzie miękka, ale nie rozgotowana wyłączamy gaz i dorzucamy posiekany, świeży koperek i startą marchewkę, mieszamy. Pyszne od razu, ale najsmaczniejsze odgrzane na drugi dzień jak składniki się przegryzą.
Podajemy, np. z ugotowanymi ziemniakami, jajkiem sadzonym i kefirem lub zsiadłym mlekiem, pasować będą także schabowe czy dobry, świeży chleb.
Najbardziej z Ukochanym lubimy zestaw pierwszy (na fotce) i ostatni z pomidorami, ale pyszne są wszystkie opcje smakowe.
Zostawienie części kapusty do dodania na koniec daje bardzo fajną konsystencję dania, taki bardziej chrupki akcent zamiast ugotowanej na miękko całości. A że część kapusty będzie się gotowała tylko 10 minut, no to co? Przecież można ją nawet zjeść na surowo w surówce, więc na pewno nie zaszkodzi :) Bardzo polecam, ale jeśli nie chcecie, to oczywiście można dać całą kapustę od razu, żeby była równo ugotowana.
Mniam :)
PS (dodane 15 maja)
Teściowa młodą kapustkę robi dodając do niej drobno posiekaną włoszczyznę. Na prośbę Ukochanego zrobiłam też taki wariant i efekt był bardzo fajny, w całości nadal dominowała kapusta i koperek, ale smak był bardziej konkretny, mocniejszy. Robimy tak samo jak wyżej opisałam, tylko że do duszenia kapusty dodajemy startą na grubych oczkach tarki pietruszkę, marchewkę, kawałek selera i por (białą część, ok. 5cm i ze dwa zielone liście, wszystko pokrojone w cienkie plasterki) oraz pęczek natki pietruszki. W tej wersji też dodajemy po wyłączeniu gazu surową marchewkę i koperek.
Młoda kapustka bez włoszczyzny jest delikatniejsza w smaku, taka jarzynkowa, ta z włoszczyzną pełniejsza, bardziej jak rosół, obie wersje bardzo smaczne, choć ja troszkę wolę tą z samą kapustą, a Ukochany troszkę tą z włoszczyzną. Najlepiej zrobić i jedną, i drugą, i sprawdzić, która pasuje Wam bardziej.
*Kitchen King Masla tak jak curry może mieć różny skład, w zależności gdzie kupimy. Moja zawiera kolendrę, kmin, chilli, goździki, kozieradkę, cynamon, gałkę, liście laurowe, asafetydę, gorczycę, kminek i parę innych. Bardzo fajna przyprawa do kapusty, ziemniaków, strączkowych czy cukinii i pomidorów.
piątek, 4 maja 2012
Kwiatki i królik (kwestia spożywcza :)
Pojawił się tu kiedyś post o storczykach, trudnościach w mieniu światełek na choince przy jednoczesnym mieniu Królika Pożeracza Kabli i anomaliach temperaturowych tej zimy (tu).
Bożonarodzeniowy w tematyce post przeminął niezauważony, ale ze statystyk bloga wynika, że odwiedzacie świątecznego posta z googli, z zapytań o jadalne dla królików kwiatki.
Rozwinę ten temat, mając nadzieję, że się Wam.
Oto kilka najbezpieczniejszych i prostych do oznaczenia pozycji.
BRATKI żeby długo i obficie kwitły trzeba usuwać przekwitnięte kwiaty. Bratków mam na balkonie 1,5 skrzynki, zaglądam do nich codziennie i razem z łodyżką wycinam dla królika te kwiaty, które zaczynają okazywać pierwsze oznaki starości i więdnięcia (ale te całkiem zwiędłe i przekwitnięte wyrzucam). Królik staje słupka u progu balkonu jak tylko zauważa, że zabieram się za porządki w kwiatkach. Na wszelki wypadek (bo nie wiadomo jak są uprawiane) po zasadzeniu roślin lepiej dać im z dwa tygodnie na oczyszczenie się z ewentualnej chemii uprawowej i na początku sobie i królikowi fundować tylko te kwiatki, które z pączka rozwinęły się u nas.
Płatki bratków mogą też pożreć ludzie. Nie mają żadnego konkretnego smaku, są takie nautralno-trawiaste, ale przepięknie wyglądają w sałatkach, zachwyt wizualny konsumentów gwarantowany ;)
MLECZ czyli mniszek lekarski. To kolejny kwiatek, który ze smakiem mogą zjeść i ludzie. Jadalne są nie tylko kwiaty, z młodych liści możemy zrobić sobie sałatkę, o ile królik nie zje Wam wszystkich. Starsze liście robią się gorzkie. Mój zwierz lubi i takie starsze, ale na sałatkę już nie polecam. Żółte kwiatki i listki tej rośliny Ziomek uwielbia.
STOKROTKI (stokrotka pospolita, s. łąkowa) małe, urocze kwiatki. Spotykane na każdej łące. Wasz, królik na pewno je polubi.
NASTURCJE mają jaskrawopomarańczowe, bardzo smaczne kwiaty o zdecydowanym smaku (lekko pikantny, podobny trochę do rzodkiewki i trochę do włoskich orzechów). Jak nie zjecie wszystkich sami, to królik też chętnie schrupie.
JABŁOŃ i GRUSZA to rośliny, które zwierz lubi ogromnie, nie tylko kwiaty, mógłby zjeść drzewko w całości, i liście, i gałązki, i korę, i kwiaty, i owoce.
DZIKA RÓŻA pachnąca obłędnie. Wielki kwiatowy przysmak królika. Poza kwiatkami możemy też zerwać zwierzowi liście i gałązki (ale lepiej obrać z kolców, np. ścinając ich ostre czubki nożem).
LIPA w jej przypadku królik nie pogardzi całością, poza kwiatkami chętnie zje też liście i gałązki.
KONICZYNA łatwa do znalezienia wszędzie, jadalnie dla uszaków są i kwiatki, i liście. Nie można dawać jej dużo, to powinien być tylko przysmak, bo ma mocne działanie wzdymające.
TRUSKAWKI, JEŻYNY i MALINY w ich przypadku jadalne dla królików są i kwiaty i liście (ale dla bezpieczeństwa bez kolców).
KRWAWNIK POSPOLITY tu też jadalna dla zwierza jest cała roślina.
PŁATKI KWIATÓW SŁONECZNIKA to kolejna pozycja, która smakować będzie nie tylko królikowi. Ich piękną żółtością i ludzie mogą ubarwić sobie sałatki.
PŁATKI MALWY mają piękne kolory. Możemy ubarwić nimi sałatki albo wydać na pożarcie zwierzowi. Działki kielicha i szypułka u malwy są pełne ostrych sztywnych włosków (to te zielone części na których osadzone są płatki). Dlatego na wszelki wypadek daję królikowi same płatki. Może być, że jest to ostrożność zbędna, bo kilka razy dostał się Ziomkowi i cały kwiatek, płatki zostały wtedy doszczętnie pożarte, a szorstka, twarda nasada zostawała nietknięta. Jednak jeśli Wasz królik nigdy z malwą do czynienia nie miał, lepiej dać mu same płatki. Liście też bardzo chętnie zje.
Żeby zwierzakowi te smakołyki wyszły na zdrowie musimy koniecznie pamiętać o kilku faktach, bo możemy mu przypadkiem zaszkodzić!
Królika regularnie szczepimy i odrobaczamy (szczepienie w okolicach kwietnia, początku maja, a odrobaczanie przynajmniej raz w roku, późną jesienią, kiedy kończy się zielone na dworze). Myksomatoza i pomór, to paskudne i śmiertelne choroby, które możemy bezwiednie przynieść do domu ze smakołykami z łąki. Unikamy zrywania w miejscach podmokłych, na brzegach rowów, itp. bo stamtąd możemy przynieść na smakowitej zieleninie kokcydiozę.
Jeśli Wasz królik nie jest do takiego jedzenia przyzwyczajony to nie uszczęśliwiamy go nagle całą górą zielska. Najpierw dajemy po kilka źdźbeł trawy, po kilka kwiatków, potem po garstce zielonego. Żołądek puchatego potwora od małego przyzwyczajony jest do pokaźnej łąkowej zieleniny w diecie. Jednak królik wychowany jedynie na sianie i suchej karmie mógłby przypłacić zdrowiem nagły poczęstunek dużą ilością zielska. Skutkiem mogła by być ostra biegunka i odwodnienie albo wzdęcie i zatkanie drożności układu pokarmowego (co może się skończyć nawet śmiercią).
Ryzyko wzdęcia jest tym większe, im mniej ruchu ma królik. Ziomek 24h na dobę ma do kicania całe mieszkanie i naprawdę dziennie robi między pokojami dobre kilka kilometrów. Oczywiście nie każdy uszak nadaje się na bezklatkowego, ale pamiętać trzeba, że długie zamknięcie w klatce, które ogranicza ruch do minimum sprzyja powstawaniu w jelitach czy żołądku groźnych, potencjalnie zatykających cały układ pokarmowy gazów. Dlatego zieleninę podajemy na początku dłuższego spaceru królika. Zakładam tu, że nie trzymacie zwierza cały czas zamkniętego w klatce. Jeśli tak, to wyobraźcie sobie siebie uwięzionych w łazience na całe swoje życie, tkwiących tam cały czas i tylko żarcie ktoś Wam czasem poda. A jak klatka ma poniżej 100cm albo i duża, ale rzadko sprzątana, to nie tyle więzienie w łazience, co w TOI-TOIu...
Nie zrywamy królikowi zielonego bezpośrednio z poboczy dróg (albo skrzynek balkonowych wychodzących na ruchliwe ulice) czy z międzyblokowych trawników, gdzie ludzie srają psami.
Nie wolno dawać królikom bzów (lilaka i czarnego), lilii, tulipanów, zawilców, konwalii, i wielu innych. Jeśli nie jesteśmy pewni czy daną roślinę można dać zwierzowi, to na wszelki wypadek lepiej nie dać. Szczególnie dotyczy to roślin ozdobnych, tak domowych jak i ogrodowych, wśród nich jest wiele egzotycznych gatunków, które są szkodliwe czy wręcz trujące (i to nie tylko dla królików, ale i psów, kotów, a nawet ludzi).
A czy warto w ogóle się trudzić i zrywać zielone dla zwierza? Zerknijcie na fotkę z nagłówka bloga... no oczywiście, że warto. Warto dla wielkiego zadowolenia kulinarnego śmiesznego zwierzaczka i pociesznego widoku zieleniny błyskawicznie znikającej w puchatym pyszczku.
Więcej i bardziej szczegółowo o żywieniu królików i króliczych chorobach na www.kroliki.net.
w listopadzie 2015 nastąpiła edycja stylistyczna tego posta
Bożonarodzeniowy w tematyce post przeminął niezauważony, ale ze statystyk bloga wynika, że odwiedzacie świątecznego posta z googli, z zapytań o jadalne dla królików kwiatki.
Rozwinę ten temat, mając nadzieję, że się Wam.
Oto kilka najbezpieczniejszych i prostych do oznaczenia pozycji.
BRATKI żeby długo i obficie kwitły trzeba usuwać przekwitnięte kwiaty. Bratków mam na balkonie 1,5 skrzynki, zaglądam do nich codziennie i razem z łodyżką wycinam dla królika te kwiaty, które zaczynają okazywać pierwsze oznaki starości i więdnięcia (ale te całkiem zwiędłe i przekwitnięte wyrzucam). Królik staje słupka u progu balkonu jak tylko zauważa, że zabieram się za porządki w kwiatkach. Na wszelki wypadek (bo nie wiadomo jak są uprawiane) po zasadzeniu roślin lepiej dać im z dwa tygodnie na oczyszczenie się z ewentualnej chemii uprawowej i na początku sobie i królikowi fundować tylko te kwiatki, które z pączka rozwinęły się u nas.
Płatki bratków mogą też pożreć ludzie. Nie mają żadnego konkretnego smaku, są takie nautralno-trawiaste, ale przepięknie wyglądają w sałatkach, zachwyt wizualny konsumentów gwarantowany ;)
STOKROTKI (stokrotka pospolita, s. łąkowa) małe, urocze kwiatki. Spotykane na każdej łące. Wasz, królik na pewno je polubi.
NASTURCJE mają jaskrawopomarańczowe, bardzo smaczne kwiaty o zdecydowanym smaku (lekko pikantny, podobny trochę do rzodkiewki i trochę do włoskich orzechów). Jak nie zjecie wszystkich sami, to królik też chętnie schrupie.
JABŁOŃ i GRUSZA to rośliny, które zwierz lubi ogromnie, nie tylko kwiaty, mógłby zjeść drzewko w całości, i liście, i gałązki, i korę, i kwiaty, i owoce.
DZIKA RÓŻA pachnąca obłędnie. Wielki kwiatowy przysmak królika. Poza kwiatkami możemy też zerwać zwierzowi liście i gałązki (ale lepiej obrać z kolców, np. ścinając ich ostre czubki nożem).
LIPA w jej przypadku królik nie pogardzi całością, poza kwiatkami chętnie zje też liście i gałązki.
KONICZYNA łatwa do znalezienia wszędzie, jadalnie dla uszaków są i kwiatki, i liście. Nie można dawać jej dużo, to powinien być tylko przysmak, bo ma mocne działanie wzdymające.
TRUSKAWKI, JEŻYNY i MALINY w ich przypadku jadalne dla królików są i kwiaty i liście (ale dla bezpieczeństwa bez kolców).
KRWAWNIK POSPOLITY tu też jadalna dla zwierza jest cała roślina.
PŁATKI KWIATÓW SŁONECZNIKA to kolejna pozycja, która smakować będzie nie tylko królikowi. Ich piękną żółtością i ludzie mogą ubarwić sobie sałatki.
PŁATKI MALWY mają piękne kolory. Możemy ubarwić nimi sałatki albo wydać na pożarcie zwierzowi. Działki kielicha i szypułka u malwy są pełne ostrych sztywnych włosków (to te zielone części na których osadzone są płatki). Dlatego na wszelki wypadek daję królikowi same płatki. Może być, że jest to ostrożność zbędna, bo kilka razy dostał się Ziomkowi i cały kwiatek, płatki zostały wtedy doszczętnie pożarte, a szorstka, twarda nasada zostawała nietknięta. Jednak jeśli Wasz królik nigdy z malwą do czynienia nie miał, lepiej dać mu same płatki. Liście też bardzo chętnie zje.
Żeby zwierzakowi te smakołyki wyszły na zdrowie musimy koniecznie pamiętać o kilku faktach, bo możemy mu przypadkiem zaszkodzić!
Królika regularnie szczepimy i odrobaczamy (szczepienie w okolicach kwietnia, początku maja, a odrobaczanie przynajmniej raz w roku, późną jesienią, kiedy kończy się zielone na dworze). Myksomatoza i pomór, to paskudne i śmiertelne choroby, które możemy bezwiednie przynieść do domu ze smakołykami z łąki. Unikamy zrywania w miejscach podmokłych, na brzegach rowów, itp. bo stamtąd możemy przynieść na smakowitej zieleninie kokcydiozę.
Jeśli Wasz królik nie jest do takiego jedzenia przyzwyczajony to nie uszczęśliwiamy go nagle całą górą zielska. Najpierw dajemy po kilka źdźbeł trawy, po kilka kwiatków, potem po garstce zielonego. Żołądek puchatego potwora od małego przyzwyczajony jest do pokaźnej łąkowej zieleniny w diecie. Jednak królik wychowany jedynie na sianie i suchej karmie mógłby przypłacić zdrowiem nagły poczęstunek dużą ilością zielska. Skutkiem mogła by być ostra biegunka i odwodnienie albo wzdęcie i zatkanie drożności układu pokarmowego (co może się skończyć nawet śmiercią).
Ryzyko wzdęcia jest tym większe, im mniej ruchu ma królik. Ziomek 24h na dobę ma do kicania całe mieszkanie i naprawdę dziennie robi między pokojami dobre kilka kilometrów. Oczywiście nie każdy uszak nadaje się na bezklatkowego, ale pamiętać trzeba, że długie zamknięcie w klatce, które ogranicza ruch do minimum sprzyja powstawaniu w jelitach czy żołądku groźnych, potencjalnie zatykających cały układ pokarmowy gazów. Dlatego zieleninę podajemy na początku dłuższego spaceru królika. Zakładam tu, że nie trzymacie zwierza cały czas zamkniętego w klatce. Jeśli tak, to wyobraźcie sobie siebie uwięzionych w łazience na całe swoje życie, tkwiących tam cały czas i tylko żarcie ktoś Wam czasem poda. A jak klatka ma poniżej 100cm albo i duża, ale rzadko sprzątana, to nie tyle więzienie w łazience, co w TOI-TOIu...
Nie zrywamy królikowi zielonego bezpośrednio z poboczy dróg (albo skrzynek balkonowych wychodzących na ruchliwe ulice) czy z międzyblokowych trawników, gdzie ludzie srają psami.
Nie wolno dawać królikom bzów (lilaka i czarnego), lilii, tulipanów, zawilców, konwalii, i wielu innych. Jeśli nie jesteśmy pewni czy daną roślinę można dać zwierzowi, to na wszelki wypadek lepiej nie dać. Szczególnie dotyczy to roślin ozdobnych, tak domowych jak i ogrodowych, wśród nich jest wiele egzotycznych gatunków, które są szkodliwe czy wręcz trujące (i to nie tylko dla królików, ale i psów, kotów, a nawet ludzi).
A czy warto w ogóle się trudzić i zrywać zielone dla zwierza? Zerknijcie na fotkę z nagłówka bloga... no oczywiście, że warto. Warto dla wielkiego zadowolenia kulinarnego śmiesznego zwierzaczka i pociesznego widoku zieleniny błyskawicznie znikającej w puchatym pyszczku.
Więcej i bardziej szczegółowo o żywieniu królików i króliczych chorobach na www.kroliki.net.
w listopadzie 2015 nastąpiła edycja stylistyczna tego posta
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























