.

.

piątek, 4 maja 2012

Kwiatki i królik (kwestia spożywcza :)

Pojawił się tu kiedyś post o storczykach, trudnościach w mieniu światełek na choince przy jednoczesnym mieniu Królika Pożeracza Kabli i anomaliach temperaturowych tej zimy (tu).
Bożonarodzeniowy w tematyce post przeminął niezauważony, ale ze statystyk bloga wynika, że odwiedzacie świątecznego posta z googli, z zapytań o jadalne dla królików kwiatki.
Rozwinę ten temat, mając nadzieję, że się Wam.
Oto kilka najbezpieczniejszych i prostych do oznaczenia pozycji.

BRATKI żeby długo i obficie kwitły trzeba usuwać przekwitnięte kwiaty. Bratków mam na balkonie 1,5 skrzynki, zaglądam do nich codziennie i razem z łodyżką wycinam dla królika te kwiaty, które zaczynają okazywać pierwsze oznaki starości i więdnięcia (ale te całkiem zwiędłe i przekwitnięte wyrzucam). Królik staje słupka u progu balkonu jak tylko zauważa, że zabieram się za porządki w kwiatkach. Na wszelki wypadek (bo nie wiadomo jak są uprawiane) po zasadzeniu roślin lepiej dać im z dwa tygodnie na oczyszczenie się z ewentualnej chemii uprawowej i na początku sobie i królikowi fundować tylko te kwiatki, które z pączka rozwinęły się u nas.
Płatki bratków mogą też pożreć ludzie. Nie mają żadnego konkretnego smaku, są takie nautralno-trawiaste, ale przepięknie wyglądają w sałatkach, zachwyt wizualny konsumentów gwarantowany ;)


MLECZ czyli mniszek lekarski. To kolejny kwiatek, który ze smakiem mogą zjeść i ludzie. Jadalne są nie tylko kwiaty, z młodych liści możemy zrobić sobie sałatkę, o ile królik nie zje Wam wszystkich. Starsze liście robią się gorzkie. Mój zwierz lubi i takie starsze, ale na sałatkę już nie polecam. Żółte kwiatki i listki tej rośliny Ziomek uwielbia.
STOKROTKI (stokrotka pospolita, s. łąkowa) małe, urocze kwiatki. Spotykane na każdej łące. Wasz, królik na pewno je polubi.
NASTURCJE mają jaskrawopomarańczowe, bardzo smaczne kwiaty o zdecydowanym smaku (lekko pikantny, podobny trochę do rzodkiewki i trochę do włoskich orzechów). Jak nie zjecie wszystkich sami, to królik też chętnie schrupie.
JABŁOŃ i GRUSZA to rośliny, które zwierz lubi ogromnie, nie tylko kwiaty, mógłby zjeść drzewko w całości, i liście, i gałązki, i korę, i kwiaty, i owoce.
DZIKA RÓŻA pachnąca obłędnie. Wielki kwiatowy przysmak królika. Poza kwiatkami możemy też zerwać zwierzowi liście i gałązki (ale lepiej obrać z kolców, np. ścinając ich ostre czubki nożem).
LIPA w jej przypadku królik nie pogardzi całością, poza kwiatkami chętnie zje też liście i gałązki.
KONICZYNA łatwa do znalezienia wszędzie, jadalnie dla uszaków są i kwiatki, i liście. Nie można dawać jej dużo, to powinien być tylko przysmak, bo ma mocne działanie wzdymające.
TRUSKAWKI, JEŻYNY i MALINY w ich przypadku jadalne dla królików są i kwiaty i liście (ale dla bezpieczeństwa bez kolców).
KRWAWNIK POSPOLITY tu też jadalna dla zwierza jest cała roślina.
PŁATKI KWIATÓW SŁONECZNIKA to kolejna pozycja, która smakować będzie nie tylko królikowi. Ich piękną żółtością i ludzie mogą ubarwić sobie sałatki.
PŁATKI MALWY mają piękne kolory. Możemy ubarwić nimi sałatki albo wydać na pożarcie zwierzowi. Działki kielicha i szypułka u malwy są pełne ostrych sztywnych włosków (to te zielone części na których osadzone są płatki). Dlatego na wszelki wypadek daję królikowi same płatki. Może być, że jest to ostrożność zbędna, bo kilka razy dostał się Ziomkowi i cały kwiatek, płatki zostały wtedy doszczętnie pożarte, a szorstka, twarda nasada zostawała nietknięta. Jednak jeśli Wasz królik nigdy z malwą do czynienia nie miał, lepiej dać mu same płatki. Liście też bardzo chętnie zje.    

Żeby zwierzakowi te smakołyki wyszły na zdrowie musimy koniecznie pamiętać o kilku faktach, bo możemy mu przypadkiem zaszkodzić!

Królika regularnie szczepimy i odrobaczamy (szczepienie w okolicach kwietnia, początku maja, a odrobaczanie przynajmniej raz w roku, późną jesienią, kiedy kończy się zielone na dworze). Myksomatoza i pomór, to paskudne i śmiertelne choroby, które możemy bezwiednie przynieść do domu ze smakołykami z łąki. Unikamy zrywania w miejscach podmokłych, na brzegach rowów, itp. bo stamtąd możemy przynieść na smakowitej zieleninie kokcydiozę.

Jeśli Wasz królik nie jest do takiego jedzenia przyzwyczajony to nie uszczęśliwiamy go nagle całą górą zielska. Najpierw dajemy po kilka źdźbeł trawy, po kilka kwiatków, potem po garstce zielonego. Żołądek puchatego potwora od małego przyzwyczajony jest do pokaźnej łąkowej zieleniny w diecie. Jednak królik wychowany jedynie na sianie i suchej karmie mógłby przypłacić zdrowiem nagły poczęstunek dużą ilością zielska. Skutkiem mogła by być ostra biegunka i odwodnienie albo wzdęcie i zatkanie drożności układu pokarmowego (co może się skończyć nawet śmiercią).
Ryzyko wzdęcia jest tym większe, im mniej ruchu ma królik. Ziomek 24h na dobę ma do kicania całe mieszkanie i naprawdę dziennie robi między pokojami dobre kilka kilometrów. Oczywiście nie każdy uszak nadaje się na bezklatkowego, ale pamiętać trzeba, że długie zamknięcie w klatce, które ogranicza ruch do minimum sprzyja powstawaniu w jelitach czy żołądku groźnych, potencjalnie zatykających cały układ pokarmowy gazów. Dlatego zieleninę podajemy na początku dłuższego spaceru królika. Zakładam tu, że nie trzymacie zwierza cały czas zamkniętego w klatce. Jeśli tak, to wyobraźcie sobie siebie uwięzionych w łazience na całe swoje życie, tkwiących tam cały czas i tylko żarcie ktoś Wam czasem poda. A jak klatka ma poniżej 100cm albo i duża, ale rzadko sprzątana, to nie tyle więzienie w łazience, co w TOI-TOIu...
Nie zrywamy królikowi zielonego bezpośrednio z poboczy dróg (albo skrzynek balkonowych wychodzących na ruchliwe ulice) czy z międzyblokowych trawników, gdzie ludzie srają psami.

Nie wolno dawać królikom bzów (lilaka i czarnego), lilii, tulipanów, zawilców, konwalii, i wielu innych.  Jeśli nie jesteśmy pewni czy daną roślinę można dać zwierzowi, to na wszelki wypadek lepiej nie dać. Szczególnie dotyczy to roślin ozdobnych, tak domowych jak i ogrodowych, wśród nich jest wiele egzotycznych gatunków, które są szkodliwe czy wręcz trujące (i to nie tylko dla królików, ale i psów, kotów, a nawet ludzi).

A czy warto w ogóle się trudzić i zrywać zielone dla zwierza? Zerknijcie na fotkę z nagłówka bloga... no oczywiście, że warto. Warto dla wielkiego zadowolenia kulinarnego śmiesznego zwierzaczka i pociesznego widoku zieleniny błyskawicznie znikającej w puchatym pyszczku.

Więcej i bardziej szczegółowo o żywieniu królików i króliczych chorobach na www.kroliki.net.

w listopadzie 2015 nastąpiła edycja stylistyczna tego posta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz